środa, 17 stycznia 2018

Wiatr furiat i zwykłe codzienności


Przez cały wtorek wiatr gwizdał, jakby go coś opętało. 
- Znowu jakiś ksiądz umarł? - pyta Mario.
- W Polsce mówią, że się ktoś powiesił - odpowiadam i łapię w locie rozpędzoną okiennicę, nim ta zderzy się z moim nosem.
Przez noc wiatr nawet na chwilę nie odpuścił, a nawet zdaje się, że wpadł w jeszcze większą furię. 
Kiedy pada śnieg - mówię, że nie ma nic gorszego niż "to białe coś", to samo powtarzam potem przy deszczu, przekonana, że to on jest największym skaraniem. Ale tak naprawdę to wiatr najbardziej szarpie mi nerwy, budzi niepokój, straszy, groźbami dmucha, domem trzęsie, że aż ciarki po plecach przechodzą. Niech przestanie jak najszybciej, bo znów za chwilę muszę czerwony dywan przed domem rozwinąć...

***
Jeszcze jedna poranna scenka.
- Mikołasiu ... - szepczę do ucha. 
- Mmmm ...
- Budź się kochanie.
- A są gwoździe? - pyta z zamkniętymi jeszcze oczami.
- Co jest?
- Gwoździe są? 
Próbuję w głowie pokojarzyć fakty. Dziś wtorek. Mają technikę, a więc pewnie mieli przynieść gwoździe i oczywiście - klasyka! - przypomina mu się rano w ostatniej chwili. Już mi się ciśnienie podnosi, ale upewniam się:
- Ale w sensie czy my mamy gwoździe? No coś na dole w cantinie powinno być. Ale jakie te gwoździe?
- Pusia... odzywa się nagle Tomek ledwo obudzony. - Czy ty nie słyszysz, że on żartuje???
- Gwoździe ... No tak! Dowcipniś! 
Nie ma to jak uśmiech na początek dnia. Na Mikołaja zawsze można liczyć, zwłaszcza jeśli przed snem obejrzymy kilka zabawnych scenek.

***
Przed szkołą spotykam F. strażaka. Pyta:
-  Jak tam kominek?
- Dalej zalepiony kartonem. Mario chciał go odpalić, ale nie pozwalam, póki ktoś ze strażaków nie powie, że ok.
- Caterina? OK! - zabiera głos M. strażak zawodowy przysłuchujący się z boku całej rozmowie. 
Wszyscy mają oczywiście ubaw, a ja dalej drążę temat.
- Zaraz znów będę miała Gości. Nie planuję już żadnych pirotechnicznych atrakcji.
- Nie martw się. Jest naprawdę wszystko w porządku. Nic się nie stanie! - zapewnia. - A jak coś to... znów przyjedziemy - dodaje ku uciesze przysłuchujących się.  
Ostatecznie F. obiecuje przyjść jutro rano i sam osobiście asystować przy odpalaniu kominka. Kciuki mile widziane. 



KONTROLOWAĆ to po włosku CONTROLLARE (wym. kontrollare)

1 komentarz:

Drukuj