sobota, 20 stycznia 2018

Sekret Lamone



Wodospad Valbura opada nieskończoną ilością pięter. Woda z hukiem rozbryzguje się o kamieniste dno, zatrzymuje się na chwilę w malowniczych nieckach, a potem znów mknie dalej, jakby doczekać się nie mogła spotkania z Adriatykiem. Zastanawiam się w myślach ile to czasu minęło, odkąd ostatni raz zeszłam na sam dół aż do jego stóp. 
To było cztery lata temu, przyprowadził mnie tu Tomek, dumny ze swojego odkrycia.



Tak łatwo go przegapić, nie zauważyć, ominąć. Szczelnie ukryty przed światem, zamaskowany gałęziami, zniechęcający stromym zejściem, zdaje się nieprzystępny i nawet wśród marradyjczyków niewielu wie o jego istnieniu ...
Kurtyna chaszczy, badyli i konarów sprawia, że niełatwo sfotografować go w całości. Łapię więc fragmenty, piętro po piętrze, każdą pojedynczą kaskadę, która składa się na ten majestatyczny cud natury. Myślę sobie, że gdyby wygodniej było go podziwiać mógłby rywalizować z Acquachetą, a tak... Bajkowy odcinek Lamone wciąż pozostaje w cieniu. Być może na krótką chwilę zatrzymają na nim wzrok uważniejsi pasażerowie pociągu, który mknie do Florencji. 


- A to? Nie wierzę! Popatrz! Są wszędzie!  
Małe kępki soczystej zieleni! Styczniowa ziemia wydała na świat prymulki! Jeszcze nie kwitną, jeszcze za wcześnie, ale ich widok tchnął we mnie odrobinę nadziei. Nie żebym się łudziła, że to już po zimie, ale czy nie cudownie jest móc w styczniu karmić oczy takimi widokami?


W kwestii domu na razie odbijam się od ściany do ściany. Tu niby tak, tam jednak nie. Ten chcą sprzedać nie wynająć itd... itp... Tak naprawdę nie było jeszcze ani jednej sensownej propozycji. Ostatnia z "niesensownych", aż mnie zmroziła, kiedy zrozumiałam, o który dom chodzi i przypomniałam sobie jego historię. Dom, który ma dramatyczne dzieje, zdecydowanie nie jest dla nas. Potrzebujemy dobrej energii, a nie ... ach nie będę nawet opowiadać! 
Widokami Valbury mówię Wam sobotnie dzień dobry, a sama idę rozwijać czerwony dywan. Ktoś się za nami bardzo stęsknił i już jest w drodze! 

PIĘTRO to po włosku PIANO (wym. piano)


3 komentarze:

  1. Prawdziwa Aquaqqeta do do dania do listy do zobaczenia. Kasia proszę zrób jeden wpis z dreszczykiem (temat gotowy i nie trzeba szukać i się wysilać) i opisz historię domu :) Proszę prosze proszę
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też dołączam się do prośby. To bardzo ciekawa historia, tak czuję. Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta historia na bloga się nie nadaje. Paw

    OdpowiedzUsuń

Drukuj