sobota, 27 stycznia 2018

Nijak


W piątkowy ranek w Kamiennym Domu znów zrobiła się cisza... Jak tylko skończyłam lekcje, zaraz złapałam za torbę i pod pretekstem zakupów, dziarskim krokiem ruszyłam do Marradi. Szłam wpatrując się w pobocze drogi, szukając kolejnych fiołków i prymulek i wspominałam rodzinny czas, bezcenny, niezapomniany. Ze wspomnień przeskoczyłam na tryb racjonalny i zaraz zaczęłam szacować co jest do zrobienia, co z tego jest pilne, mniej pilne czy bardziej pilne. Lista pod tytułem "trzeba" nie chciała się zamknąć - napisać artykuł, odpowiedzieć na kilka ważnych maili, zapisać Tomka do liceum, ułożyć jeszcze kilka lekcji, przygotować pokój na przyjazd Gości ... Obiad. Trzeba też zrobić obiad. Niech będzie risotto! Mikołaj nie przepada, a wyjątkowo ma jeść poza domem. Risotto z dynią i gorgonzolą - zaraz wpadło mi do głowy.

 

Dzień był do bólu nijaki. Ani pogody wyjątkowej, ani też "niepogody", ni ciepło ni zimno, niby wolniejszy, a jednak tyle do zrobienia. Zupełnie nie umiałam znaleźć sobie miejsca. Mario też zdawał się pozbawiony jakiejkolwiek motywacji. Kwitł przed komputerem "bezproduktywnie" i ani o krok nie ruszył z miejsca z zimowym filmikiem. 
- Co robimy? - pytaliśmy na zmianę co dziesięć minut to jedno to drugie i na pytaniu się kończyło.


Dopiero dobrą godzinę po obiedzie postanowiliśmy się ruszyć, ale też ani pomysłu, ani weny... Padło na zabłoconą drogę, na której Mario testował ostatnio Rangera. Ciekawa byłam czy zaprowadzi nas na grań, ale jak się wkrótce okazało, niespełna kilometr dalej trasa się kończyła. Snuliśmy się wśród opuszczonych domostw, schodziliśmy nad rzekę, badając zakola nieznane, gdzie latem przedrzeć się nie sposób.
- Ile te domy mogą mieć lat? 
- Dużooo, bardzo dużo ... ale pal sześć lata! Pomyśl, co kierowało ludźmi, by budować domostwa w takich miejscach?
Próbowałam sobie wyobrazić życie na górskim odludziu. Z czego żyli poza kasztanami, ile czasu potrzeba było, by zejść do miasta i ile, by wrócić do domu? 
Na krótkim odcinku znaleźliśmy trzy rudery, oplecione przez bluszcz, porośnięte mchem, rozsypujące się kamienie czyjejś historii...
- Ktoś dzwonił? 
- Nie. Nic kompletnie. Żadnych propozycji. 
Wciąż czekam, że znajdzie się gdzieś tutaj następny Kamienny Dom. Niby mam czas i staram się być cierpliwa, ale ... Chciałabym już. Czuję niepohamowaną potrzebę zmiany i jednocześnie ogromne przywiązanie do Biforco, co rzecz jasna mocno ogranicza nasze poszukiwania.


Co będzie dziś? Nie wiem! Kompletnie nie mam pomysłu, ale mam nadzieję, że coś pozytywnego dzień będzie miał dla nas w zanadrzu.
Dobrego weekendu - ostatniego styczniowego 2018.

ŻADNA to po włosku NESSUNA (wym. nessuna)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj