piątek, 26 stycznia 2018

Kulinarny koncert życzeń


To był nieustający koncert kulinarnych życzeń... 
- Ileż dobroci pojedliśmy... - podsumował przy kolacji T.
Były "białe kluseczki" dla "Anki", risotto z prawdziwkami, risotto z warzywami, pasta z gorgonzolą, pizza, przystanek we florenckiej fiaschetterii i perliczka i oczywiście sushi! Świat kręcił się wokół stołu, a raz wokół polnego kamienia. Wyliczankę przysmaków zamyka trippa, którą uraczyliśmy się w czwartkowy wieczór, zamykający nasze zimowe bycie razem. 
Flaczki po florencku udały się koncertowo! Nie mogło być inaczej!
 

Niezliczoną ilość razy gotowałam pod Mamy dyktando. To ona nauczyła mnie przygotowywać bigos, pierogi z kapustą, rosół, pomidorówkę, szarlotkę i wiele innych potraw. Teraz ja odwdzięczam się toskańskim daniem. Mama pod moje dyktando kroi, sieka, miesza, winem podlewa i doprawia. Już wie, przygotuje je sobie w domu, zajada z apetytem i chwali, że nawet lepsze niż "nasze", klasyczne. 

Walizki są już spakowane. Rodzinny, roześmiany tydzień przeleciał nie wiadomo kiedy. Wciąż nie wierzę, że w tak krótkim czasie udało nam się pobyć razem dwa razy! To jak wygrana na loterii! Teraz jednak nim znów się spotkamy miną długie miesiące... W międzyczasie nadejdzie wiosna, prymulki rozkwitną się na całego, wybuchną fioletem glicine i bzy, zaróżowią się sady brzoskwiniowe... Na to na szczęście już długo nie będziemy musieli czekać.

Przed nami ostatni styczniowy weekend i kolejni Goście w drodze. Pogoda zapowiada się do rzeczy. Atrakcji nie powinno zabraknąć. Wygląda na to, że Dni Kosa nie powinny być takie złe, jak mówi legenda. 
Buon fine settimana!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj