sobota, 6 stycznia 2018

Jak zawsze o tej porze... La Befana vien di notte....


Con le scarpe tutte rotte ... I tak dalej i tak dalej ... Po tylu latach już pewnie nawet Wy pamiętacie pierwsze wersy słynnej, włoskiej rymowanki. 
Stara tradycja wciąż żywa i w świetnej formie. W piątkowy wieczór przed bar Biforco znów powróciła Befana. Jej tożsamość - ta sama co w zeszłym roku, ale ta sama też magia i emocje....
Patrzyłam na zastępy małych dzieciaków wyciągających rączki po swój przydział łakoci i nie mogłam się nadziwić, że wśród nich przewyższający ich zdecydowanie wzrostem jest jeszcze mój Mikołaj, tak samo rozemocjonowany jak one. 
Przecież wie! Strój widział. Od tego roku zna to wszystko od kuchni, a jednak ... To jest właśnie ta magia... Ma ją święty Mikołaj, ale niezaprzeczalnie ma ją też Befana.  


Dzieciaki w tym roku były niezwykłe. Hojnie obdarowywały Befanę uściskami, buziakami, czułymi słówkami, a nawet specjalnie przygotowanym dla niej rysunkiem. Myślę, że to zasługa zmiany maski. Zeszłoroczna mówiąc delikatnie była odrobinę demoniczna. Tegoroczna to tylko stara, pomarszczona, kobieta ze słabym uzębieniem.


Rozdała Befana podarki, zakręciła z dziećmi kółko graniaste, a potem wolnym krokiem odeszła, by chwilę potem rozpłynąć się w płomieniach. Nad rzeką Lamone zapłonął stos. Odrodziła się Matka Natura....


Dziś przed nami miastowy dzień i na pewno niejedna napotkana Befana, a jeśli się uda to może i inne cuda. Tymczasem zmykam, bo chłopcy pewnie zaraz wstaną, a z tego co widzę i przy naszym - zatkanym póki co - kominku jakieś podarki zostawiła. 
Dziś 6 stycznia - po włosku L'Epifania. Ogłaszam zatem uroczyście: L'Epifania tutte le feste porta via. (Epifania zabiera ze sobą wszystkie święta, czyli oficjalnie kończy się okres bożonarodzeniowy.) 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj