środa, 3 stycznia 2018

Gamberaldi, buciory i plany najróżniejsze


- Pusia, a żeby mieć prawo lotu to jak? Co trzeba zrobić?
- Co mieć?
- Prawo lotu.
- Aaaa chodzi ci o licencję pilota? - Nie mogę powstrzymać się od śmiechu, ale w tym co mówi Tomek jak zawsze jest pewna logika. 
- Jeżeli jest prawo jazdy, to nie mówi się prawo lotu? - pyta poważnie.
- No nie. Ale rzeczywiście idąc tym tropem powinno się tak nazywać. 
- To ile trzeba mieć lat? Ja bym chciał zrobić...
 Spacerujemy po Gamberaldi, jest piękne, styczniowe popołudnie, słońce jaskrawe jak wczesną wiosną, droga rozmoczona po deszczu Capodanno, ale mazedga już nie jest tą burą ziemią bez życia. Oto tli się nowa zieleń. Nadzieja ...


 - Popatrz, jeszcze jest wygniecione od naszego koca! - mówi Mikołaj, kiedy dochodzimy do samotnego dębu, pod którym zdaje się tak niedawno cieszyliśmy się promieniami jesiennego słońca.
- Nie sądzę, żeby to było po naszym kocu. To raczej jakiś zwierzak albo śnieg przygniotły te trawy do ziemi. 
Rozglądam się dookoła. Gamberaldi jest piękne nawet o tej porze roku. Ale miła mi jest myśl, że jeszcze miesiąc i trochę i będę mogła wypatrywać pierwszych oznak wiosny. Na myśl o fiori di san Giuseppe przechodzą mnie miłe dreszcze...


Wpatrujemy się w ośnieżone szczyty na horyzoncie i zachodzimy w głowę co to też może być. Dopiero napotkany przypadkowo myśliwy podpowiada, że to pewnie Monte Fumaiolo. To tam rodzi się Tybr i tam, przyznaję szczerze, jeszcze mnie nie było. Mam oto pierwszy cel na ten rok.
 

 - Nie idź tędy! - Paw napomina Mikołaja, kiedy ten wybiera najbardziej zabłocony szlak.
 - Daj spokój - wtrącam się, kiedy Mikołaj nie słyszy. - Niech idzie którędy chce. Po to ma właśnie swoje górskie buciory. Nie śliczne markowe butki, tylko właśnie buciory, żeby droga nie stawiała mu ograniczeń...- My trochę jak takie wieśniaki.
- Tak Pusia! Wieśniaki! - cieszy się Tomek na to określenie.
- Raczej montanari!


Nie uda nam się pewnie wyrwać na Acquachetę. Ciągle coś. Plan był na jutro, a tu okazuje się, że zaplanowano na po obiedzie spotkanie w sprawie piątkowej Befany. Mario znów zabłyśnie w damskiej roli! 
Piątek natomiast ustaliliśmy już wcześniej - będzie dniem miastowy, bo nawet montanari co jakiś czas muszą się ukulturalnić, a potem to już sobota i zaraz ferie się skończą i ... Czas pokaże!

BUCIORY to po włosku SCARPONI (wym. skarponi)

4 komentarze:

  1. Kasiu, Pozdrawiam gorąco w Nowym Roku i życzę samych pięknych chwil dla Ciebie i Twojej rodziny. W temacie marzeń Twojego syna, ja wiem, że to troszkę dalej niż Faenza (ale tylko trochę - wciąż realne), w Forli jest Istituto di Istruzione Superiore "Baracca"... Znam chłopca, który aktualnie skończył pierwszą klasę i jest pod ogromnym wrażeniem. Oczywiście nie ma tam dziewczyn, co dla chłopców w tym wieku może być ważne :) I pierwszy rok jest dość trudny dla wszystkich, dlatego że jest bardzo dużo nauki przedmiotów ścisłych i wyrównanie wszystkich do jednego poziomu. Ale się da :) Dodatkowo, to jest już moje prywatne spostrzeżenie (tylko jeszcze nie wiem dlaczego), włosi są bardziej rozwinięci/pojętni w przedmiotach klasycznych, natomiast nie pierwszy raz spotykam się z tym, że polskie dzieci, "łapią" dużo lepiej przedmioty ścisłe. Więc może nie byłoby wcale Mikołajowi aż tak trudno... Z kolejnych moich spostrzeżeń, tu we Włoszech, jakoś te nasze marzenia są bardziej na wyciągnięcie ręki :) Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł przedni, tylko jednak od nas to dojazd skomplikowany choc tylko 15 km dalej. Tomek akurat ścisły nie jest, on po włosku humanista:) Ale to on marzy o licencji pilota. Mikołaj natomiast ma zamiar jeśli chodzi o liceum iść w ślady brata - czyli językowo się kształcić:) Co do marzeń... celna uwaga!! Tak własnie jest! Wszystkiego dobrego!

      Usuń
  2. Kusisz tą Toskanią, kusisz... :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj