wtorek, 9 stycznia 2018

Epifania we Florencji - Akt III - Santo Spirito


 Dotykam delikatnie, z namaszczeniem kamiennej poręczy wymuskanej do gładkości przez czas...
- Co ty robisz? - pyta Mikołaj.
- Wyobrażasz sobie, że może dotykał jej też Michelangelo? - znów przechodzą mnie dreszcze od stóp aż po szyję. Mikołaj przekrzywia głowę i przygląda mi się badawczo jakby zaniepokojony... - No co? Tomek ma te swoje ( ... ) planety, ja mam Michelangelo! Każdego wzrusza coś innego. 
- Tomeeeek! - woła Mikołaj - Wiesz co mama powiedziała o twoich planetach? - i zaraz donosi bratu o epitetach użytych przez matkę.
- Powiedziałam "zakichane planety", już nawet tej nazwy co mówiłeś nie pamiętam, ale ty przecież wiesz o co chodzi, prawda? 
Tomek uśmiecha się pobłażliwie. 
- Ty sobie łamiesz głowę nad planetami, księżycami, jądrem ziemi, a mnie brakuje tchu na widok prostej rzeźby, ale na samym końcu i tak chodzi przecież o to samo... 
- Wiem Pusia, wiem.

 

Oczarowana "Ekstazą i udręką" wielokrotnie obiecywałam sobie do Santo Spirito zawitać. Ciągle jednak było mi nie po drodze... Aż w końcu nadszedł 6 stycznia 2018. 
Kiedy już obejrzeliśmy przyrządy Galileusza, zjedliśmy legendarne lampredotto, zachwyciliśmy się Cavalcatą trzech króli, przyszedł czas na zgłębianie sekretów Oltrarno - dzielnicy o nie najlepszej sławie...  


To właśnie tu spędził trochę czasu młodziutki Michelangelo i uczył się anatomii przeprowadzając sekcje zwłok. Artysta trafił tu w wieku 18 lat, zaraz po śmierci swojego mecenasa - Lorenzo il Magnifico. Pamiątką po bytności Michała Anioła w Santo Spirito jest krucyfiks, który wyrzeźbił w podziękowaniu dla przeora.
Zobaczyłam go w głębi zakrystii, zawieszony pod sufitem, sam jeden w pustej sali...
Widziałam już wiele słynnych, "dużych" dzieł sztuki, ale nie wiedzieć czemu to właśnie ten krucyfiks, który osiemnastoletni Michał Anioł wyrzeźbił z kawałka lipy wywarł na mnie największe wrażenie. Poczułam jak na całym ciele robi mi się gęsia skórka. 


 Zapragnęłam natychmiast znaleźć się bliżej...  Wyszliśmy z kościoła, do którego wstęp jest bezpłatny, zostawiliśmy w spokoju ruchomą szopkę, do której wciąż ustawiała się kolejka i przeszliśmy na dziedziniec, bo jak informowała tablica to właśnie przez chiostro można było przedostać się do sali, w której wystawiona była rzeźba. Tu trzeba już było kupić bilety. 
Chodziłam dookoła krucyfiksu z zadartą głową, patrzyłam na nadwyrężone przez czas palce stóp, na żebra delikatnie zaznaczające się pod "skórą", a wewnątrz wszystko dygotało mi ze wzruszenia...


Sama bazylika Santo Spirito jest ostatnim dziełem znanego z kopuły Duomo Brunelleschiego. Została wybudowana na miejscu średniowiecznego klasztoru, który spłonął w pożarze. Jej fasada jest skromna do bólu i gdybym przechodziła tędy przypadkiem, nie znając historii miejsca pewnie w ogóle nie pofatygowałabym się, by zerknąć do środka. 
Koronkowa ... - takie określenie przyszło mi na myśl kiedy popatrzyłam na główny ołtarz. Wrócę do niej na pewno, by posłuchać ciszy kiedy już całkiem umilknie świąteczny gwar.
 

 Przysiedliśmy na koniec w jednym z barów na placu o tej samej nazwie co kościół na małe co nieco.
Piazza Santo Spirito na pewno stanie się jednym z moich ulubionych florenckich zakątków. Bez nadęcia, spokojnie, tak niemal zwyczajnie. Ale właśnie w tej zwyczajności tkwi sekret. Musi być tu pięknie wiosną kiedy drzewa stroją się w zieleń. Tak czy inaczej ja aż tak długo czekać nie zamierzam. Niedługo znów wrócę do Firenze, by dalej odkrywać sekrety Oltrarno. Jak dobrze, że toskańską stolicę mam na wyciągnięcie ręki... co po włosku znaczy A PORTATA DI MANO

5 komentarzy:

  1. Jakie wspaniałe miejsce, przepiękny zakątek!
    Właśnie obiecałam sobie, że kiedyś poproszę Ciebie Kasiu o wspólną wycieczkę.
    Doskonale rozumiem Twoje wzruszenie i zachwyt. Pamietam swoje emocje towarzyszące czytaniu tejże samej, wspomnianej tu przez Ciebie książki. Wtedy chyba rozbudzała się w moim sercu miłość do tej części świata. To było tak dawnooo, już dwadzieścia lat temu, kiedy sama miałam tyle co tworzący tutaj młodziutki Michelangelo...
    Jakże jesteś obdarowana! Wszystkie te miejsca tak blisko... a portata di mano.

    Samych cudownych, poruszających serce do góry wrażeń w tym rozpoczętym 2018 roku!
    Pozdrowienia!
    Asia C.

    OdpowiedzUsuń
  2. Florencja kojarzy mi się z najpiękniejszymi zakątkami Włoch. Najchętniej wybieram ją poza sezonem ,kiedy pozwala mi poznać się na nowo, bez pośpiechu, bez zbyt wielu ludzi dookoła. Chociaż ze względu na swoje piękno zawsze tu dużo ludzi. Rozumiem więc doskonale twoje zauroczenie tym miejscem

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że kiedyś w końcu tam dotrę :) Podziwiam wiedzę, jak mam chyba za małą żeby tak zachwycać się dziełami sztuki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cokolwiek bylo powiedziane o Florencji to zawsze jest prawda... Rzym na pewno jest krolem (krolowa, skoro to Roma) wszystkich miast, ale bez watpienia Florencja jest najpiekniejsza na swiecie. I w sumie nie znam nikogo, kto nie bylby zachwycony tym miastem po powrocie!

    OdpowiedzUsuń
  5. kiedy byłem we Włoszech, niestety nie dotarliśmy do Florencji... chcę wrócić, zwłaszcza, że minęły już 4 lata od tej wycieczki!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj