poniedziałek, 29 stycznia 2018

Ciepłe dni kosa, obiad i przygody Gości

 

Styczeń zaczął końcowe odliczanie. Dni kosa zimna jak z legendy w tym roku nie niosą, ale na pierwszą połowę lutego jeszcze jakieś mrozy są przewidziane i będę się tylko łudzić, że prognozy długoterminowe zazwyczaj się nie sprawdzają. Nie chciałabym, żeby prymulki i fiołki zderzyły się z epoką lodowcową. 
Niedziela upłynęła spokojnie i ciepło. Już od południa czekaliśmy na Gości. W między czasie zjedliśmy doskonały obiad przy kościele, który co roku organizowany jest jako podziękowanie dla dzieci i dorosłych pracujących przy sagrach kasztanowych. Tortelli z ricottą były genialne, a rozmowy z Tomkiem arcyciekawe. 

- Zabieram wszystkie telefony! - powiedziała P. do grupy nastolatków siedzących przy stole obok.
P. jest niesamowita. Nie widziałam drugiej osoby, która potrafiłaby się tak porozumieć z młodszym pokoleniem i którą to pokolenie szczerze by uwielbiało. To P. trzyma pieczę nad marradyjskimi półkoloniami, więc zna wszystkie dzieciaki z imienia i z charakteru. 
- Telefonem bawcie się w domu. Wykorzystajcie czas przy stole na rozmowę, na zawarcie nowych znajomości.   


Czas płynął, a nasi Goście meldowali, że połączenie kolejowe kiepskie, że będą czekać w Faenzie i dotrą dopiero o 17.00. 
Wróciliśmy więc leniwym krokiem do domu, dołożyłam kilka puzzli do "Lazurowego", dokończyłam zaległości przed nowym tygodniem i nim się obejrzeliśmy nadszedł czas, by jechać na stację.
Kiedy staliśmy na Cardeto zadźwięczał telefon nadejściem wiadomości. Goście całkiem niechcący wydłużyli sobie podróż i tym samym zdobyli palmę pierwszeństwa w kategorii "Przygody Gości Kamiennego Domu". Trudno będzie ich pobić. Zamiast do Biforco dojeżdżali właśnie do Rimini...
Na szczęście udało nam się zasiąść razem przy stole nim nastała noc. Nauka na przyszłość: potwierdzajcie zawsze dodatkowo, ustnie trasę pociągu. Na wszelki wypadek... 

NIECHCĄCY to po włosku INVOLONTARIAMENTE (wym. inwolontariamente)

2 komentarze:

  1. Chciałam z Viareggio do Montecattini. Z biletem wpadłam na peron, stoi pociąg z tablica: Firenze. Czyli także do Montecattini. Wsiadłam i dojechalam: do Pizy:) To był pierwszy przystanek do ewakuacji, zanim pojawił się kontroler biletow:)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj