poniedziałek, 4 grudnia 2017

Uśmiech elfów


Na początku miasteczko nie chciało się zapełnić. Miałam wrażenie, że byliśmy tylko my i stragany i zastanawiałam się czy to możliwe, żeby marradyjczycy zapomnieli o bożonarodzeniowych mercatini… Zjedliśmy polentę, a potem w oczekiwaniu na elfy zajęłam się fotografowaniem wszystkiego, co można było sfotografować, zatrzymując się co i raz przy swojskich koksownikach, bo choć słońce towarzyszyło nam cały dzień, to jednak temperatura wcale nie rozpieszczała .


W końcu na placu zaroiło się od zielonych elfów. Wraz z ich nadejściem zrobiło się weselej i to zapewne przyciągnęło spacerowiczów. Popijali grzane wino, zajadali kasztanowe słodkości i ciepłe caldarroste. Była muzyka, był teatr, zabrakło tylko szkolnych śpiewów, na które zawsze czekałam z utęsknieniem. Pocieszałam się za to widokiem chłopców zestrojonych w filcowe czapeczki i tylko żal mi było, że pewnie to ostatni rok, kiedy występują razem w tej roli. Na początku byli tymi, którzy podchodzili onieśmieleni do domku Mikołaja i wyciągali ręce po cukierki, a teraz to oni rozdawali słodkości maluchom… Czasu nie zatrzymamy…


 Przed nami kolejny tydzień - dla nas krótszy, bo piątek będzie dniem wolnym, więc i poniedziałek tym razem mniej boli. Zajęć dziś mnóstwo, więc już uciekam i zostawiam Wam na dzień dobry uśmiechy elfów. 

 ELF to po włosku ELFO (wym. elfo)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj