piątek, 15 grudnia 2017

Niespodzianki dobre i złe


W tym całym koślawym tygodniu czwartek nieoczekiwanie zaskoczył czymś pozytywnym. Czymś, na co praktycznie już nie liczyłam i szczerze mówiąc przez moment przemknęło mi nawet przez myśl, żeby na umówione już dwa tygodnie temu spotkanie machnąć ręką. Miałam silne przeczucie, że to wszystko to tylko zawracanie czterech liter i strata mojego - jakże cennego - czasu. Jednak jak się okazuje nawet mnie, starą wiedźmę przeczucia mogą czasem mylić... 
Ruszyłam w  końcu na to spotkanie z nadąsaną miną, nabzdyczona i zła na cały świat, a po niecałej godzinie wyszłam z kompletem dokumentów i oczami jak spodki. Wierzyć mi się nie chciało... Nagle to co próbowałam załatwić przez ostatnie kilka lat, zmaterializowało się na papierze w kilkadziesiąt minut! Niezbadane są wyroki boskie... albo raczej nie do pojęcią są tajniki włoskiej biurokracji. Jeśli to się udało, to może i druga sprawa w końcu znajdzie swój szczęśliwy finał? Trzeba mieć nadzieję.


Poza tym szczęśliwa byłam mając już pod palcami moją ukochaną klawiaturę. Portfel się uszczuplił, ale najważniejsze, że komputer był cały i zdrowy... Był. Dziś rano, bowiem wywinął ten sam numer, pozostał obojętny na wszelkie próby uruchomienia go. Opadły mi skrzydła... Niech się ten tydzień już skończy!  A może ktoś ma pomysł jak uruchomić maca, który na żaden klawisz nie reaguje. Jak sobie pomyślę, że znów muszę Mario głowę zawracać i kazać się wieźć do Faenzy, to mnie nerwy biorą...
 
Do "pełni szczęścia" powrócił też libeccio i wieje jakby całkiem zmysły postradał. Na szczęście prąd jest, więc łudzę się, że szkód wielkich nie poczynił i dzień nie odsłoni takich widoków jak poprzednim razem. Mam nadzieję, że w końcu mu się znudzi i odpuści, bo inaczej jak ja ten czerwony dywan dla specjalnych Gości mam przed domem rozwinąć? Kamyczkami przyłożyć czy jak?

Mimo piątku w kalendarzu marny mam dziś humor. Może mi się popsuć w domu jakikolwiek sprzęt, ale komputer czy aparat fotograficzny to moje narzędzia pracy. 
Oby dzisiejsze pieczenie pierników osłodziło mi choć odrobinę ten dzień... 


9 komentarzy:

  1. Kasiu, no co Ty? Dasz radę, Wiedźmy tak mają :-)
    Miłego pierniczenia (że tak się wyrażę :-)
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli z włoską biurokracją to to, o czym myślę, to cieszę się bardzo!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie to nie to o czym myślisz, ale tak naprawdę chyba jeszcze ważniejsze:)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki za polepszenie nastroju i spokój w powietrzu oraz życzę smakowitych wypieków pozdrawiam Aneta G

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeżeli to jest to co myślę na literę R to gratulacje
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety jeszcze nie "R", ale coś równie jak nie bardziej ważnego:)

      Usuń
  5. No to bardzo dobrze dokumenty na plus komputer na minus dzień na 0 :)
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem o co chodzi, ale masz juz tutaj dlugi staz pobytu, wiec raczej laski ( ratunku, nie mam polskiej klawiatury) wielkiej te zakichane, wloskie urzedasy Ci nie robia. Masz takie prawa jak Wlosi. Ja tez jestem na nich wsciekla, na ich ignoranctwo. Pozdrawiam znad Stretto, tutaj wiosna wrocila.Dzieki wiatrom temperatury jeszcze sa wysokie.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj