sobota, 9 grudnia 2017

Mała choinka i wielki ekran


Kiedy kładliśmy się spać w piątkowy wieczór zgodnie stwierdziliśmy, że mimo nie do końca udanego początku, to był miły dzień, a ja jeszcze raz podziękowałam Tomkowi za inspirację, za impuls, bo to dzięki niemu spędziliśmy wieczór tak, a nie inaczej, ale od początku ...


Jak tradycja nakazuje ubraliśmy choinkę. Dzieci rosną, ale wciąż czekają na ten moment tak jak ja kiedyś... 
Pamiętam, jak tata przywoził duże drzewko ze szkółki. Zapach był w całym domu, a choinka musiała dotykać sufitu. Rodzice zakładali lampki i "cenniejsze" bombki, a my resztę. A potem siedzieliśmy przy choince i godzinami patrzyliśmy na nią jak zaczarowani. To był magiczny czas… 
Żywa choinka… tę tradycję poniosłam w dorosłe życie. Nigdy nie mieliśmy sztucznego drzewka. Nigdy przenigdy. Wcześniej też staraliśmy się żeby choinka była duża, ale teraz ponieważ salon w Kamiennym Domu nie jest super przestronny, musieliśmy ograniczyć choinkowe gabaryty, tym bardziej, że przy świątecznym stole usiądzie nas spora gromadka, która ten salon wypełni.


Choinka w moim rodzinnym domu była najpiękniejsza ze wszystkich choinek jakie w życiu widziałam. Były na niej bombki malowane ręcznie przez moją ciocię i bibułkowe ozdoby jakich już nie ma, wykonane przez rodzinę mojej taty w okresie… myślę świeżo powojennym.  
Pamiętam baletnice - błękitną i różową i pająki ze słomkami ze zboża i łańcuchy fantazyjne … Cudo!  


Zmiana ustroju wprowadziła potem modę na choinki jednokolorowe i przyznam, że na jakiś czas sama jej uległam. Moja pierwsza własna choinka była cała złota, potem była też czerwona, a jeszcze potem stwierdziłam, że najbardziej jednak lubię ją właśnie taką "bez stylu", kolorową, chaotyczną, odpustową. Każdy dom ma "swoją" choinkę. Nasza jest właśnie taka...


Po południu kiedy już cały dom błyszczał od ozdób i świecidełek, kiedy już się porządnie wyleniliśmy, ruszyliśmy do Faenzy - do kina!!! Pamiętne wydarzenie, bowiem to pierwszy raz odkąd mieszkamy w Italii! 
Tomek, wielbiciel twórczości Agathy Christie już dawno poprosił byśmy poszli do kina na Morderstwo w Orient Expresie. Film miał ukazać się u nas na początku grudnia i obiecałam, że choćby nie wiem co, zasiądziemy wreszcie w kinowej sali. 
- Ależ jestem zadowolony Pusia! - przeżywał Tomek jeszcze w drodze do Faenzy, a potem też w drodze powrotnej. 
Nie będę recenzować filmu, bo byłabym nieobiektywna. Ja też, tak jak Tomek cieszyłam się samym wyjściem. W każdym razie Assassinio sull'Orient Express bardzo nam się podobało i  nawet dubbing nie zepsuł nam seansu. Po filmie jeszcze długo wymienialiśmy się uwagami i tu kolejna moja radość … Mam duże i takie mądre dzieci, z którymi po seansie mogę  rozmawiać o akcji, o grze aktorskiej, o muzyce i o zdjęciach... Obiecałam chłopcom, że absolutnie częściej będziemy do kina wychodzić. Ten wieczór podziałał na mnie jak najcudowniejsza terapia.

KINO to po włosku CINEMA (wym. czinema)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj