czwartek, 28 grudnia 2017

Jedyna na świecie dryfująca szopka


Rankiem w Santo Stefano Mama ze Świtą ruszyła w powrotną drogę, a my chwilę potem, by wykorzystać kolejny świąteczny dzień postanowiliśmy też ruszyć się z domu, który wraz z wyjazdem Gości uciszył się i opustoszał. Pogoda w Marradi była nie do spacerowania, ale w oddali nad Romanią majaczył kawałek jasnego nieba. 
 
 

Wybór padł na Ravennę. Zastaliśmy miasto ciche i rozleniwione powolnymi krokami spacerowiczów. Tu i tam jeszcze stragany, choinka, kolorowa karuzela i równie kolorowa ciuchcia dla najmłodszych. Nastrojowo i spokojnie. Niestety zdjęć przyzwoitych nie mam, bo moje przygody z aparatem miały swój ciąg dalszy. Mikołaja Nikon dzielnie pełni teraz honory nadwornego sługi, ale bateria musi być ładowana praktycznie codziennie. Tak też zrobiłam i przed wyjazdem do Ravenny. Szkoda tylko, że nie zwróciłam uwagi, iż wtyczka od ładowarki nie była podłączona do kontaktu ...
Zjedliśmy obowiązkową piadinę w miejscu, gdzie jak głosił napis na witrynie robili ją od 50 lat, popiliśmy zacnym winem i zaraz przyszło mi do głowy, że skoro jesteśmy już nad morzem, to morze pojedziemy jeszcze ciut na południe do Cesenatico i zobaczymy w końcu słynną dryfującą szopkę. 

Grób Dantego
Nie można nie lubić Ravenny...
Street art Ravenna. Dante, Paolo i Francesca. 

Bardzo ciekawa byłam szopki, ale szczerze mówiąc nie oczekiwałam wiele od samego miasteczka. Tymczasem Cesenatico zachwyciło, zaskoczyło światłem, kolorami, rybacką aurą, spokojnym morzem, zapachem fritto misto, kanałem pełnym łodzi i mikroskopijnym promem.
O samym mieście napiszę więcej przy innej okazji, bo mam zamiar wrócić tam najszybciej jak to możliwe i spokojnie zwiedzić każdy zakątek, kiedy już bożonarodzeniowy tłum wróci do swoich domów. To właśnie to małe nadmorskie, znane niewielu miasteczko może się poszczycić jedynym w Italii muzeum floty i żeglarstwa, a łodzie, które należą do jego kolekcji w czasie świąt stają się scenografią dla sceny narodzin Dzieciątka. 


Pomysł na szopkę narodził się w latach 80tych. Mieszkańcy chcieli przyciągnąć do miasteczka turystów z głębi kraju, z gór również po sezonie i przyznać trzeba, że udało im się to pierwszorzędnie. 26 grudnia Cesenatico dosłownie pękało w szwach. 
Ludzie każdego roku tłumnie odwiedzają szopkę, która zachwyca młodszych i starszych. Figury rzeźbione z drewna są naturalnych rozmiarów, ubrane w kolorowe szaty udrapowane za pomocą wosku. Wszystkie ustawione zostały na zabytkowych łodziach, które cumują wzdłuż malowniczego kanału. Warto zwrócić uwagę, że oprócz typowych dla sceny narodzenia postaci znajdziemy też postaci lokalne. Oto jak świat z ewangelii splata się z życiem małego rybackiego miasteczka. 


Jeśli jesteście w okolicy zajrzyjcie do Cesenatico. Może niekoniecznie w Nowy Rok czy w niedzielę, bo tłumy są wtedy imponujące, najlepiej w zwykły dzień, przedwieczorną porą, kiedy łodzie zaczynają lśnić w magicznym, świątecznym świetle. Przepiękny spektakl.


DRYFUJĄCY to po włosku GALLEGGIANTE (wym. galledżdżiante)

7 komentarzy:

  1. Cesenatico... spędziłam tam piękny urlop i zachwyciłam się mozaikami w Ravennie. Pozdrawiam ciepło. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  2. Włochy to kraj, w którym ewidentnie kocha się życie :-))
    O pływającej szopce nigdy nie słyszałam, good to know

    OdpowiedzUsuń
  3. O pasterzach, którzy przyszli do stajenki w Betlejem słyszałem, ale o rybakach? :-)

    Jeżeli tak szybko się wyładowuje, to kup jeszcze jedną zapasową, lub nawet dwie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. O pasterzach, którzy przyszli do stajenki w Betlejem słyszałem, ale o rybakach? :-)

    Jeżeli tak szybko się wyładowuje, to kup jeszcze jedną zapasową, lub nawet dwie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już się zakochałam w streetarcie <3 Cudowne miejsce, lubię takie senne, włoskie miasteczka:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniałe miejsce! Jak zawsze, ujmująca jest ta senna atmosfera lokalnych, małych włoskich miejscowości. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdy tak patrzę za okno, gdzie szaro, buro i ponuro i pomyślę sobie, że święta można spędzać w tak klimatycznym miasteczku, stwierdzam, że chyba przyszły rok świętuję znów za granicą ;)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj