niedziela, 5 listopada 2017

Upragniony czas


Powiedzmy, że plany o odpoczynku, jaki sobie obiecywałam udało mi się zrealizować połowicznie. Lepsze to niż nic. Najważniejsze jest jednak to, że mieliśmy w końcu nasz czas we troje: popołudniowy spacer i filmowy wieczór. 
Chciałam nacieszyć się przyjemną temperaturą, bo gdzie nie spojrzeć tam straszą już od dziś silnym załamaniem pogody. Teraz jeszcze ranek wciąż miły dla oka i po tych ostatnich miesiącach pełnych ciepła i pogodnego nieba szarugę, deszcze i zimno trudno sobie w ogóle wyobrazić. 
Na Via Francini wciąż tak kolorowo - lipy już całkiem żółte powoli tracą liście. Kaki pomarańczowe jak sycylijskie pomarańcze, a bluszcz, który pnie się po kolejowym moście zapłonął ognistą czerwienią.


- Pogramy w zgadywanki albo skojarzenia? 
- Uffa… A nie możemy po prostu o czymś miłym sobie porozmawiać? 
- Dobrze - zgadza się Tomek. - Pusia, a czy na Titanicu więcej osób zginęło czy przeżyło? 
- Wiesz co... pograjmy już lepiej w te zgadywanki.  
- Podobno na Titanicu był ktoś z Marradi - wtrąca się Mikołaj.
- Podobno. Zanim zagramy mam dwa pytania. 
- Tylko nie pytaj o jedzenie. 
- Właśnie o to chcę zapytać. Co zjecie na kolację?
- Coś improwizowanego.
- Ale może jakieś mięso byście zjedli. Spezzatino z cielęciny? A może kurczaka?
- Zrób kurczaka, tylko takiego drobiowego! - prosi Tomek.
- ???


- Co fotografujesz? Liście? 
- Nie, nie liście, raczej convento za ogołoconym drzewem. Jesień…
- Popatrz! - woła Mikołaj - herb Medici! 
- Rzeczywiście... Aż dziwne, że nigdy nie zwróciłam na niego uwagi.
Piękny mamy spacer. Zgadywanki, liście, stary klasztor za murami, Medyceusze nad głową. Marradi...


Przemykamy przez miasteczko, tak jakbyśmy chcieli, żeby nas nikt nie zauważył. Zerkam w stronę wystawy, na którą nie poszłam. Przez chwilę waham się, czy może nie wdepnąć, ale wiem jak to potem będzie - zdjęcia… zdjęcia… zdjęcia..., a przecież popołudnie miało być nasze. 
Zatrzymujemy się w sklepie. Bierzemy kurczaka i paczkę patatine na filmowy wieczór. Zakupy robię "na zeszyt", bo przy kasie odkrywam, że torebka została w domu. 


Moje drugie pytanie dotyczyło wyboru filmu. Z propozycji, które braliśmy pod uwagę, tylko jeden film udało nam się znaleźć w sieci. Przy okazji dziękuję A. za inspirację i mam nadzieję, że twoje typy szybko uda nam się obejrzeć. 
Wybraliśmy niełatwe kino. Pewnie niejedna osoba mnie zgani, że takie rzeczy z dziećmi oglądam, więc tytuł zachowam dla siebie. Film był mocny i pokazał ważną rzecz w temacie, którym Mikołaj tak bardzo się ostatnio interesuje: nie każdy Polak jest świętym bohaterem… a i Polska ma w swej historii niechlubne wydarzenia.


BOHATER to po włosku EROE (wym. eroe) 

4 komentarze:

  1. You are so interesting! I don't suppose I've truly
    read through something like that before.
    So wonderful to discover someone with original thoughts
    on this subject. Really.. thanks for starting this up.
    This web site is one thing that is needed on the internet, someone with a bit of originality!

    OdpowiedzUsuń
  2. "film był niełatwy" czyli na co się zdecydowaliście ?
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niełatwy to chyba eufemizm… Pokłosie. Po filmie obejrzeliśmy 10 min głupot z you tuba dla równowagi psychicznej. Sam mikołaj poprosił. Ale film jest genialny.

      Usuń
  3. Ano faktycznie film genialny ale straszny tym co może z nas wyjść
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń

Drukuj