wtorek, 28 listopada 2017

Powrót pandy!


"Powrót pandy"… Czy to nie brzmi jak tytuł filmu karate z lat siedemdziesiątych? Przychodzi na myśl legendarne "Wejście smoka". Chwytliwy tytuł z tą moją pandą! A zatem panda naprawdę powróciła… Powróciła na moją głowę i wcale nie jest mi z tego powodu wesoło, niemniej staram się - jak to mówią Włosi - prendere a ridere, czyli podejść do tego ze śmiechem, bo co innego nam pozostało...


Nie zdążył się jeszcze listopad wyprowadzić z kalendarza, a Marradi już dwa razy pokryło się śniegiem. Niedzielny świt przywitał nas mżawką i ciepłem, ale już jasny ranek przeobraził się w zupełnie inną porę roku. Zupełnie jak dr Jekyll i mr Hyde… Temperatura poleciała na łeb na szyję, a delikatny deszczyk, zrobił się całkiem intensywny i na dodatek szybko przemienił się w śnieg. Z nieba spadały białe płaty niczym "prześcieradła", jak to określił Mario. Szlag trafił moją sesję zaplanowaną na niedzielę i wszystkie inne plany, bo jedyne co można było robić to z kieliszeczkiem wina przykleić się do kominka i oddawać błogiemu lenistwu, co też miało swój niezaprzeczalny urok.


Pokusiliśmy się jednak o krótkie wyjście z domu, bo takich widoków nie mogło zabraknąć w zimowym filmiku. Żartowaliśmy, że o deszcz musieliśmy się prawie modlić, ale śniegu za to będziemy mieć pod dostatkiem. Chłopcy - jedyni szczęśliwi w zaistniałej sytuacji - ubrali się jak na wojnę - śnieżną wojnę i ruszyli nad rzekę do swojego miejsca zabaw. Nie minął jednak kwadrans i wrócili do domu… Zimno, mokro… Do kitu!


Na drugi dzień po niedzielnej śnieżycy w miasteczku nie było śladu. Jedynie wzgórza zostały pobielone, co też utrwaliliśmy w naszych nagraniach i to właśnie na tę okazję wyciągnęłam z szafy pandę. Okazało się, że temperatura nie chce wrócić na swoje miejsce, jak po pierwszym armagedonie. Tym razem musimy przyznać, że chyba do Toskanii naprawdę zawitała zima… Straszą nas, iż pod koniec tygodnia mamy spodziewać się kolejnych śnieżyc, tym razem już na poważnie, cokolwiek to znaczy. 


Tymczasem na marradyjskim moście zawisły bożonarodzeniowe dekoracje, na placu stanął domek świętego Mikołaja i zaprzęg reniferów, u piekarza wisi ogłoszenie, że przyjmowane są zamówienia na świąteczne wypieki, a ja oblizuję się na myśl o pierwszym panettone i póki co walczę sama ze sobą, oddalam moment pierwszej bożonarodzeniowej słodyczy. Taka tam próba charakteru, choć szczerze mówiąc nie wiem po co...







Listopad 2017 zaczyna swoje final countdown… a ja i panda życzymy Wam ciepłego wtorku!

PANDA to po włosku PANDA (wym. panda)


3 komentarze:

  1. Tak żartobliwie - Czy Wy musicie być zawsze pierwsi?
    Pierwsze oznaki wiosny - u Was, pierwsze cytrusy - u Was, zima - najpierw u Was, później we Wrocławiu ;)
    C-ó

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna ta Twoja panda, ładnie Ci w niej. :) Ja już marzę o śniegu, czasami pada, ale topnieje. Przecudne zdjęcia, podziwiam, co tak mi się podobają. Miłego dnia. :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj