środa, 15 listopada 2017

Jeszcze jedno słowo o zimnie



Jeśli jest coś czego szczerze, z całego serca nie znoszę, to jest to zimno, zima i śnieg. W tej kwestii żadnych wyjątków. Dla mnie nie ma, że ładnie, że uroczo śnieżek prószy, że tak nastrojowo, bożonarodzeniowo. Niech sobie leży śnieg w Alpach, w Dolomitach, bo przecież ludzie chcą poszusować, ja sama jednak naprawdę nie mam nic przeciwko zimie, w której ekstremalne zimno to piętnaście stopni na plusie. Za oknem też wolę widzieć zieleń i słońce zamiast białego puchu. Już chyba kiedyś o tym pisałam, że mnie zimno po prostu "boli". Może w poprzednim wcieleniu byłam niedźwiedziem? Bynajmniej nie polarnym. A tak poważnie, to chyba kolejna dziecięca trauma...

Poniedziałkowy śnieg prawie całkiem stopniał, tylko wysoko w górach jeszcze świat jest pobielony. Jego nadejście - co ciekawe - przyćmiło nawet mundialową porażkę. Przede wszystkim dlatego, że nie tylko prąd wysadziło, ale też tv przestała działać. Ranek następnego dnia natomiast odsłonił szkody, jakich dokonał śnieżny armagedon. Nie tylko nieprzejezdne drogi, ale też disastro w gajach kasztanowych. Połamane wiekowe drzewa, których grube konary trzasnęły jak zapałki. Aż niewiarygodne … Sama z przestrachem patrzyłam na  moją piękną akację, pod którą się latem fotografowałam. Zgięta pod ciężarem śniegu, położyła gałęzie na tarasowej posadzce, ale cudem przetrwała w całości. 
Śnieżny armagedon nie uderzył tylko w Appennino, biało było w Bolonii i co ciekawsze na Sardynii! Teraz śniegowa chmura wędruje sobie na południe.

Na termometrze to 5 to 7 stopni, choć odczuwalna przeze mnie to -20. Opatulam się więc szczelnie jakbym co najmniej na polarną ekspedycję się wybierała i powtarzam - oby do wiosny!  



Najmilsze chwile to teraz te przy kominku. Niezmiennie ulubione: ciepło ognia, słodycz mandarynek i opowieści chłopców. 
- A nikt się nie będzie śmiał, że mam czapkę?
- Dlaczego ktoś miałby się śmiać? 
- Bo tu nikt czapki nie nosi.
- Mario nosi od września do maja i raczej wątpię, żeby się przejmował czy ktoś się z tego śmieje czy nie. Zimno ci w głowę?
- Zimno. 
- Po to właśnie ktoś wymyślił czapkę. Poza tym ładnie w niej wyglądasz.


Słucham relacji Mikołaja z konkursu matematycznego i z klasówki z przedmiotu "tecnologia" , słucham opowieści o wulkanach, streszczenia historii jaką wymyślił Tomek, w której to roboty spierają się z człowiekiem i myślę sobie, że muszę podsunąć mu Lema do poczytania. Słucham i słucham i zaraz robi się ciepłej… 
STRESZCZENIE to po włosku RIASSUNTO (wym. riassunto)

6 komentarzy:

  1. Ja lubię zimę ale w grudniu na święta a śnieg w listopadzie to porażka. Kiedy wczoraj rano powitała mnie ujemna temperatura i oszroniona szyba w samochodzie wiedziałam, że ten dzień nie będzie udany, na szczęście dzisiaj jest lepiej. Pani Kasiu nurtuje mnie jedno pytanie, czy w waszym domu jest tak zimno że Pani w szalu i ciepłej narzutce a chłopcy w ciepłych swetrach/bluzach i to przytuleni do kominka? Czy może to jednak już włoskie przyzwyczajenie że normalne temperatury to te zaczynające się od +20 stopni? Nie chce wyjść na wścibską ale dla mnie takie opatulanie się w domu byłoby nie do pomyślenia- dokładałabym do pieca ile wlezie ;). Pozdrawiam ciepło w te zimne dni, Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Włoskie przyzwyczajenie na pewno, ale przede wszystkim w domu jest zimno. Biedne włoskie domy nie są ciepłe, tu raczej większym problemem jest jak się schłodzić latem, a nie ogrzać zimą. Nie ma potrójnych okien, styropianów ecc… Przy kominku jest najmilej. Kiedyś w warszawskim mieszkaniu miałam tropiki, ku utrapieniu Gości. Teraz chodzę po domu ciepło ubrana, ot takie niedogodności, kompromisy.. Coś za coś. Gdybym chciała rozkręcić ogrzewanie na maksa i palić w kominku ile fabryka dała, to nie zarobiłabym na samo ogrzewanie. Zyjemy tak jak możemy, ale nikt nie narzeka:)

      Usuń
  2. Na zimę i snieg nie lubię patrzec nawet w kinie a narciarzy uważam za bohaterów ! Jak to dobrze , że sa na świecie pokrewne dusze Pani Kasiu.
    marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też od razu lepiej wiedząc, że jest nas więcej:)

      Usuń
  3. O rany! Kto by pomyślał... Dwa tygodnie temu wróciliśmy z Florencji, a podczas naszego pobytu jeszcze było ciepło. Jak dobrze, że udało nam się wypocząć przed nadejściem mrozu :) Pozdrawiam serdecznie,
    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie! Mrozu to u nas jeszcze nie było, nawet 0 jeszcze na termometrach się nie wyświetliło:)) To "TYLKO" śnieżny armagedon:)

      Usuń

Drukuj