sobota, 21 października 2017

Tramazzo, wilk i nagie jezioro


Na Tramazzo było jeszcze cieplej niż w Marradi. Słońce przebijało się przez bukowy las już niemal całkiem pozbawiony liści i malowało obrazy jak z tolkienowskich powieści, a ja znów poczułam się jak szukający przygód Frodo. Jedynie masyw majaczący na horyzoncie nie był Mordorem, ani Samotną Górą, tylko łagodnym grzbietem Falterony.
Dreptałam przy akompaniamencie szelestu suchych liści i zachowywałam jesienne kadry. Tu spadł liść, tam na pniu wyrósł grzyb, a tam...


- Popatrz! - zawołał Mario grzebiąc jednocześnie patykiem w czymś co leżało na ścieżce.
- Co to?
- Wilk.
- To kupa wilka?
- Tak. Zobacz jak wiele możesz się z niej dowiedzieć - Mario dalej rozgrzebywał wyschnięte odchody. - Co tu mamy… Racica dzika…
- Matko… Rzeczywiście!I do tego pełno sierści! On tak zeżarł biedaka w całości?
- Nie patyczkował się za bardzo. To był mały dzik.
- Okropne.
(Zdjęciami kupy, którymi oczywiście dysponuję, nie będę Was karmić w sobotni piękny poranek.)


Dotarliśmy do punktu, skąd rozciągał się widok na wzgórza otaczające dolinę San Benedetto. Mogliśmy iść dalej, ale znów odłożyliśmy wyprawę na następny raz. Wzbogaciliśmy nasz jesienny materiał o nowe ujęcia i wróciliśmy do punktu wyjścia, by zaraz skierować się w stronę Lago di Ponte. Ciekawa byłam jakimi kolorami tym razem zaskoczy mnie jezioro. A jezioro zaskoczyło i owszem, ale bynajmniej nie kolorami...


Poczekam na wiosnę!

- Spacerować dnem Lago di Ponte nie zdarza się co dzień.
- Nieprawdopodobne… Nawet ono wyschło…
- Nic dziwnego! Nie pada już pięć miesięcy!
Na dnie jeziora leżały wielkie muszle. Wszyscy okoliczni wiedzą, że tu są, ale nikt nie potrafi wytłumaczyć skąd się wzięły. Widok obnażonego dna i popękanej ziemi uświadamiał, jak bardzo jesteśmy bezradni wobec kaprysów natury… Na wyschniętej ziemi obok muszli przegląd śladów wszystkich tutejszych zwierząt. 


To było relaksujące zakończenie intensywnego tygodnia. A już dziś do Domu z Kamienia zawitają dawni Goście, a ja uśmiecham się na samą myśl o tym spotkaniu. To musi być dobry weekend! Tego i Wam życzę!

RELAKSUJĄCE to po włosku RILASSANTE (wym. RILASSANTE)




1 komentarz:

  1. Moje kolory srodiemnomorskie to te z ostatniego zdjecia, bianco azzuro, kolory nagich skal,wypalonych sloncem traw, kolory morza...Tak jak spiewal moj ukochany Mango w Mediterrano... a susze czuc nawet w owocach mandarynek, ktore juz dojrzaly. Wiele jest suchych,bez soku. Pozdrowienia znad Stretto.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj