środa, 18 października 2017

Między sezonami, wciąż z rozdziawionymi drzwiami


Jaszczurki na tarasie harcują, jakby to był środek lata, motyle przysiadają na resztkach wyschniętych pelargonii, tylko jaskółki spod dachu wyprowadziły się niepostrzeżenie. Przy furtce znów znajduję dwie torby ogródkowych plonów - pomidory, bakłażany, paprykę, granaty, nespole i oczywiście cały worek kasztanów. Nie ma żadnej karteczki, ale ja dobrze wiem komu powinnam podziękować. Le brucciate zajadamy prawie każdego wieczora. Wieczory już chłodne, jesienne, ale płomienie w kominku wciąż trzaskają bardziej dla towarzystwa niż ogrzania się. Wschody natomiast są błękitno różowe, delikatne i rozmyte jak obrazy impresjonistów. Staram się jak najwięcej pracować pod gołym niebem, cieszę się ostatnimi momentami, kiedy jeszcze drzwi i okna na oścież rozdziawione. Z drugiej strony w takich warunkach trudno skupić uwagę, tyle bodźców pobudza zmysły… Motyle, jaszczurki, jesienne słońce... 


- Zrobisz mi kilka zdjęć? - proszę Tomka.
- Ooo raaanyyyy … - przewraca wymownie oczami - ja nie umiem, poproś Mikołaja.  
- Jak nie umiesz to ja cię nauczę. 
Wzdycha i prycha, ale pokornie wraca z Nikonem na taras. Naprowadzam, tłumaczę, plotę o kadrach, ale Tomek i bez moich rad świetnie sobie radzi.
- Pusia czy ty robisz dobre zdjęcia - pyta przy kolejnym ujęciu.
- Hmm, nie wiem... Mówią, że tak. Chciałabym mieć lepszy sprzęt….
- Ale ja się pytam, co TY sama myślisz tak szczerze o swoich zdjęciach.
- Technicznie wiele mi na pewno brakuje, ale myślę, że sporo prawdy jest w tym, co mówią ludzie - że w moich zdjęciach są emocje. Lubię swoje zdjęcia. Widzisz technik można się nauczyć, a serce to już jest inna kwestia. 


Kiedy Tomek zapytał mnie o zdjęcia, w pierwszym odruchu miałam ochotę starym zwyczajem skrytykować moją pracę. W ostatniej chwili ugryzłam się w język. Jak w takiej sytuacji zdołam nauczyć dzieci doceniania samych siebie, jeśli ich matka o sobie dobrego słowa nie umie powiedzieć… 
Powinnam być dla siebie bardziej łaskawa, a wciąż tak trudno mi to przychodzi. 


Dom z Kamienia na chwilę opustoszał, ale już nowy sezon szczelnie w kalendarzu zaczyna się wypełniać. Korzystam z chwili samotności i nadrabiam zaległości - czekają artykuły i cały worek zdjęć. Wracam do przewodnika, który jeszcze w powijakach. Przygotowuję podstronę z ofertą toskańskich ślubów, bo widzę, że coraz więcej osób marzy o ślubnej przysiędze w niebanalnych okolicznościach. Ogarniam rzeczywistość i w tym wszystkim staram się wykraść skromne chwile na upragniony odpoczynek. 

 TRUDNO MI PRZYCHODZI, JEST DLA MNIE TRUDNE - MI RIMANE DIFFICILE  (wym. mi rimane difficile)

3 komentarze:

  1. Pomysl ze slubami rewelacja! Czekam na nowa zakladke :) -A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł z siedziskami - rewelacja!
    czeko

    OdpowiedzUsuń

Drukuj