niedziela, 29 października 2017

Jeszcze raz: sagra, październik, Goście, smaki i podarki…


Tegoroczny październik, nad którym w ostatnich dniach tyle się roztkliwiałam dał nam jeszcze jedno. Wschody i zachody słońca jakich świat nie widział. Niemal każdego dnia niebo urządza nowy spektakl czerwieni i różowości. Spektakl o tym, jak dzień spotyka się z nocą. Czasem aż trudno uwierzyć w to, co się widzi. 


Dokładnie tak jak rok temu Goście, w odrobinę zmienionym składzie dotarli do Domu z Kamienia. Mała Zosia przekłada kasztany, łuska fasolę, karmi kaczki i przestawia dekoracje w pizzerii. Starsi cieszą się z południowego słońca, zachwycają smakiem "mariowej" pizzy, delektują swojskim winem i już się na kolejny rok o tej samej porze zapowiadają... 



Spiżarka zapełnia mi się polskimi przetworami, suszonymi grzybami i ulubionymi przez chłopców kabanosami. Jednocześnie znów dobra dusza z marradyjskiego świata podrzuca torbę swojskich darów: suszone pomidory, granaty, kasztany, kawał swojskiego boczku, świeżą fasolę i jeszcze coś wyśmienitego, czym Gości dziś uraczę… To jest właśnie dobre życie. Dobre, bo wśród dobrych ludzi.   


Zaraz ruszymy na ostatnią w tym roku sagrę. Goście z rozrzewnieniem wspominali zeszłoroczne łakocie i już ręce zacierają na myśl o marradyjskich przysmakach. Pogoda dopisuje, słońca ma być pod dostatkiem i myślę, że już mogę to napisać - sagry w tym roku udały się bajecznie. Nie wiem czy padł rekord odwiedzin. Na moje oko to bardzo prawdopodobne. Ścisk łokieć w łokieć, dywan z łupinek od caldarroste ścielący ulice i plac, a wieczorem skrzynki z kasztanami opróżnione co do jednego marrone… 
Zerknę dziś na wystawę, dołożę trochę wizytówek, może ktoś się moimi zdjęciami kiedyś zainteresuje.
Dobrej niedzieli! 

DOBRE to znaczy BUONO (wym. buono)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj