niedziela, 15 października 2017

Error, pamięć i jeszcze raz na cztery nogi


To była piękna wyprawa… Zatęskniłam za nią już po kolacji i kiedy I. po długich pogawędkach wstała od stołu, ja postanowiłam przejrzeć zdjęcia, by przeżyć to jeszcze raz i aby natychmiast spisać wspomnienia podparte zdjęciami. Pogoda była bajeczna.  Piękniejszej jesieni nie można sobie wyobrazić. Istny spektakl natury. Październikowe, pstrokate liście na tle jaskrawo lazurowego nieba, w tej ferii barw kamienne opactwo Gamognii i jego nieprawdopodobna cisza, ukryte w dolinie rozpadające się domostwa, rozleniwione krowy na zielonym pastwisku, naturalne rzeźby tworzone przez buki i dęby, konary kasztanowców chylące się nad szlakiem w dostojnym ukłonie … Musicie wszystko to sobie wyobrazić… Mam nadzieję, że macie wystarczająco wybujałą fantazję!

Error … Na jednej z kart pamięci ani jednego zdjęcia. Zostały tylko te, które przeskoczyły na drugą kartę, kiedy wadliwa niby się zapełniła. Rozpacz! 

Całe szczęście, że I. też robiła zdjęcia. Na moje oko jakieś sto tysięcy! Gdyby nie to, pozostałoby mi tylko mieć nadzieję, że kadrów zapisanych w mojej głowie, żaden error nie zatrze...


Zaraz po obiedzie Mario wywiózł nas na Passo dell'Eremo. Stamtąd dziarskim krokiem ruszyłyśmy w stronę opactwa. Dystans jaki miałyśmy do przejścia był zdecydowanie łagodniejszy niż piątkowy, ale też dłuższy o kilka kilometrów. Powiedziałam I. - jeśli komuś nie spodobają się Gamogna czy Lozzole, to w takim razie to nie jest miejsce dla niego. 


I. przystawała co jakiś czas i ciszę przerywał wtedy odgłos migawki. - Poczekaj - mówiła - muszę tu przysiąść na chwilę. Zobacz jak pięknie… 
To właśnie tam przy kolejnym zdjęciu, aparat odmówił współpracy i wyświetlił się error karty pamięci. Wyciągnęłam ją, po czym zamontowałam ponownie i wszystko zdawało się być jak dawniej. Niestety jak się potem okazało, wszystkie zrobione do tamtego momentu zdjęcia trafił szlag.


- Che meraviglia! - krzyknął entuzjastycznie jeden z motocyklistów i natychmiast zatrzymał swoje warczące dwa kółka. Zaraz za nim zjawili się następni. 
Uskoczyłyśmy na bok, by ekipa mogła spokojnie przejechać, choć słowo przejechać jest  tu drobnym niedopowiedzeniem - powinnam raczej napisać: przeskoczyć, przefrunąć…
Rajdowcy przystawali jeden po drugim, wyraźnie poruszeni widokiem dwóch blondynek w środku lasu. Niektórzy rzucili kilka dowcipnych uwag i jak mogli opóźniali swój odjazd. 


Kiedy schodziłyśmy ze szlaku, słońce opierało brodę o rozproszone w delikatnej mgiełce Apeniny, w tym samym czasie odezwały się dzwony marradyjskiego kościoła. Wybiła 18.00, a my w ciszy snułyśmy się noga za nogą, kontemplując każda we własnej głowie wspólny czas, długie kilometry, kolorowe obrazy. Nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny, nic nie zdarza się przypadkiem, nasze drogi też przecinają się w jakimś celu… Dziękuję I. za wspólny czas, czas krótki, ale bardzo inspirujący. Lato przyjdzie szybciej niż nam się zdaje, a na nas czekają kolejne ścieżki ...


 PAMIĘĆ to po włosku MEMORIA (wym. memoria)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj