niedziela, 24 września 2017

Tsunami, morze w Campigno, syrena i inne abstrakcje



Godzina 19.10, stoję przy kuchence nad bulgoczącym sosem. Mam za sobą lekcje i intensywny dzień we Florencji.
- I słuchaj … i my tu …  i tam .. i poszli... i wtedy …
- Wiesz co kochanie? Opowiedz mi o tym jutro, dziś jestem tak strasznie zmęczona, że nie dam rady śledzić twojego opowiadania.
- Oj, przepraszam! 
- Nie, to ja przepraszam! Jutro o wszystkim mi opowiesz, dziś i tak to nie ma sensu.

***
20 minut później przy kolacji .
- Pusia czy w Italii może być tsunami?

Poddaję się. O ciszy można zapomnieć. 

- Wiesz, może jakieś małe tak, ale my jednak nie mamy oceanów dookoła.
- Jak się obudzi ten wulkan na dnie morza … - wtrąca się Mario.
- Ja ten się obudzi, to zniknie pół Italii!
- A my? - martwi się Mikołaj.
- My znajdziemy się pewnie gdzieś na granicy. Będziemy mieć blisko nad morze. Wyobrażacie sobie jakbyśmy mówili - "Jedziemy nad morze do Campigno?" 
Zaśmiewamy się nawzajem z naszych idiotycznych teorii.
- Marina di Campigno!
- Mógłbyś się wtedy zająć połowem ryb - podsuwam Mario pomysł. - Albo kupilibyśmy jakiś katamaran i organizowalibyśmy dla ludzi morskie połowy. 
- Połów ricci di mare!!! 
Tomek dławi się śmiechem, łapiąc w lot wyjątkowo finezyjny humor Mario. (Ricci di mare to jeżowce, dla wielu wielki przysmak, Mario miał na myśli oczywiście nasze kasztanowe ricci! Kasztanki jeszcze w kolczastej łupinie też nazywane są jeżykami.)
- Jak morze tu podejdzie to zobaczycie, że mamie wyrośnie ogon i oblepi się łuskami.
- Świetnie, a ja? - martwi się Tomek - zgarnęliście całą robotę! Mario będzie łowić ryby, a mama będzie sobie pływać jak syrena. 
- Warszawska syrenka! Czy to nie symboliczne? Jak to się wszystko ładnie składa.
- Tomek może być strażnikiem latarni morskiej.
- Wyobrażacie sobie naprawdę jakby to było?? Z naszego Campigno zrobiłaby się taka Santa Maria di Leuca!!
- Dobrze jak morze zatrzymałoby się w Popolano, Marradi lepiej niech zostanie bardziej w głębi lądu. Marina di Popolano brzmi dobrze!

Jeden przez drugiego, wizje coraz bardziej abstrakcyjne, fantazja już dawno poszybowała pod wieczorne niebo. Poszybowało też hen hen też moje zmęczenie… 

JEŻ to po włosku RICCIO (wym. riczczio)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj