poniedziałek, 11 września 2017

San Miniato al Monte … zachwyt nieznający umiaru.


Dochodzące z krypty śpiewane modlitwy rozlewały się delikatnym echem po całym kościele. Stałam w drzwiach ponad tysiącletniej świątyni jak zaczarowana. Za moimi plecami rozciągało się jedno z najpiękniejszych miast świata. Florencja. Moja Florencja. Chyba mogę już o niej tak mówić... 


Na tarasie przed San Miniato al Monte zaledwie garstka turystów. Co za kontrast z zapchanym piazzale Michelangelo… Ale cicho sza! Nikomu o tym nie mówcie! Chyba nie powinnam zdradzać wszystkich sekretów Florencji...



Fasada to finezja i blask. Biały i zielony marmur. Choć do takich widoków jestem w Italii przyzwyczajona, to jednak przyglądam się z namaszczeniem, powoli ślizgam wzrok po perfekcyjnych liniach odcinających geometryczne kształty. 
Podobno San Miniato był pierwszym męczennikiem Florencji. Przerwał swoją pielgrzymkę do Rzymu, osiadł na wzgórzu, właśnie w tym miejscu i rozpoczął życie pustelnika. Obecny kościół wzniesiono na miejscu dawnej świątyni. Prace przy jego budowie rozpoczęły się na początku minionego tysiąclecia i skończyły około 200 lat później. 
Nie będę opisywać mozaiki w prezbiterium, marmurowych posadzek, arcystarej krypty … Wiele źródeł opowiada ich przebogatą historię i przedstawia analizę artystyczną, mnie - jak zawsze podkreślam - zwyczajnie brak do tego kompetencji. Mogę się tylko dalej zachwycać, bez końca, bez umiaru. Dziś wiem, że niedługo znów tam wrócę … Nie raz i nie dwa, bo coś w tym miejscu jest niezwykłego…  


Niezwykły jest też tutejszy cmentarz - Cimitero delle Porte Sante… Nie wiedzieć czemu - chyba przez tę monochromatyczność krajobrazu, przez szarobiałą tonację pomników, przypomina mi się andersenowska Królowa Śniegu. 


Zaraz moją uwagę przykuwa jeden z pierwszych grobów - Amelia Dzieduszycka - contessa. Zastanawiam się czy to z "tych" Dzieduszyckich, ale skoro contessa to nie może być inaczej. Potomkowie rodu dziś prowadzą w Toskanii swoją fattorię, gdzie produkują zacne Chianti, ale to już jest temat na inny raz.


Niedaleko można znaleźć też inne znane nazwisko. Paszkowski i jego słynna kawiarnia na Piazza della Repubblica, w której przesiadywała artystyczna "śmietanka" początku XX wieku, wśród której to nasz marradyjski Dino Campana i pisarz Giovanni Papini. Syn Paszkowskiego ożenił się z córką Papiniego, Violą. To właśnie ich grób znajduje się na tym cmentarzu.   


Najpiękniejsze są jednak groby anielskie ze starodawnymi wizerunkami dziecięcych twarzyczek. Zachwyt miesza się ze smutkiem i wzruszeniem, kiedy wzrok pada na tabliczkę "La Mamma".  


Może ktoś powie "dość"! Dość już cmentarnych zdjęć! Ale ja zupełnie nie mogę się opanować, fotografuję grób za grobem, krzyż za krzyżem, grobowce fantazyjnie inkrustowane i skromne marmurowe figurki, fotografuję aleję cyprysów, korony rachitycznych sosen i majaczącą w tle kopułę Brunelleschiego … Zachwyt odbiera mi mowę…  Tego zachwytu słowami nie da się opisać.



 MĘCZENNIK to po włosku MARTIRE (wym. martire) 

6 komentarzy:

  1. Kasiu kilka lat temu przypadkiem odkrylam ten cmentarz. Bylam zauroczona. Nie moglam się opanować i tez robilam zdjęcia bez opamiętania. Zdjęcia gdzieś tam sa a ja mam w pamięci te obrazy szczególnie ten z piniami powtórzony przez Ciebie. Dziękuję za przypomnienie tego piekna. Pozdrawiam Ania z Wroclawia

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam, widziałam, zachwyciłam się.
    Rzeczywiście było mało osób, a panorama Florencji nieziemska.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne słowa i piękne foty, na których widać fascynację tym miejscem. Salutuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. CUDA, CUDA, CUDA ...ten cmentarz .. ! Co za przezycie , nie mogę się naogladać ! Bardzo dziękuję za przepiękne zdjęcia i opis tak bliski sercu ! Co za szczęście , że mamy taką wspaniałą Kasię !!marta

    OdpowiedzUsuń
  5. Marzy mi się podróż do Włoch, ale taka 3 tygodniowa, żeby mieć czas na kontemplację takich miejsc i widoków jak w tym poście. :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj