wtorek, 12 września 2017

Pratolino - ogród cudów


W drugiej połowie szesnastego wieku Wielki Książę Toskanii Francesco I de' Medici zlecił architektowi Bernardo Buontalenti stworzenie magicznego ogrodu, w którym natura miała łączyć się z nowoczesnymi rozwiązaniami inżynierii. Na ogromnym terenie rozciągającym się na wzgórzach leżących na północ od Florencji wybudowano willę, wokół której powstały groty, źródła, ustawiono posągi, stworzono miejsce tak niezwykłe, że zyskało określenie "il giardino delle meraviglie". Niestety wraz ze śmiercią Francesco ogród podupadł, a wiele z tutejszych figur zostało przeniesionych do florenckich Ogrodów Boboli.  


Na początku XIX wieku inny architekt Joseph Friersh przeprojektował medycejski ogród magiczny na styl ogrodu angielskiego. Około 50 lat później ogród został kupiony przez rosyjskiego księcia Paolo Demidoff. To on przywrócił willę do obecnego stanu i stąd też nazywana jest obecnie Villą Demidoff, z pozostałości medycejskich rozsiane po całym parku zostały niektóre ozdoby, mniejsze i większe lub nawet całkiem ogromne, jak choćby najsłynniejszy Gigant Apeninów.


Nie jestem wykształconym koneserem sztuki, tak jak i nie jestem dyplomowanym somelierem. Moje zachwyty dyktowane są prostymi westchnięciami, szczerymi emocjami, tchem który na chwilę się zatrzymał. Piękne dla mnie jest to co piękne, dobre jest to co dobre. Nie dlatego, że ktoś tak powiedział, ale dlatego, że ja tak to widzę i Gigante dell'Appnennino jest właśnie piękny! Piękny i zachwycający tak jak moje Apeniny, olbrzymi tak jak otaczające go drzewa...


Dzieło Giambologna - rzeźbiarza o flamandzkich korzeniach, tworzącego na usługach Medyceuszy jest absolutnie wyjątkowe. Kolos przycupnął nad brzegiem wody, przyciskając dłonią łeb potwora. Przed nim - przynajmniej o tej porze roku - rozciąga się dywan egzotycznych liści i jeszcze tu i tam przebija delikatny róż rajskiej flory.


Jak na magiczny ogród przystało Park Pratolino pełen jest też najróżniejszych ciekawostek. Ponieżej jedna z nich - GHIACCIAIA, czyli średniowieczna "zamrażarka". Wykopane w ziemi dziury, z których największa znajdowała się na pobliskim Monte Senario służyły do magazynowania zebranego zimą lodu, który to z kolei miał służyć do konserwowania żywności w czasie upalnego lata.  


I jeszcze moje maleńkie cudeńka … pierwsze tegoroczne cyklameny. Efemeryczne, lila róż symbole toskańskiego września… Po dwudniowych deszczach wraca do nas odrobina lata, już nie palącego, skwierczącego upałem, tylko cudownie ciepłego, delikatnego jak te niezwykłe kwiaty…

KOLOS to po włosku COLOSSO (wym. kolosso)

5 komentarzy:

  1. Kolejne piekne miejsce.Dobrze rano przecztac o takich perełkach, o tym,ze lato jeszcze gdxies jest Chociaz u nas od wczoraj pogoda wreszcia pokazala swoja lepsza strone.Jest słońce i ok.19-20 st😊Dobrego dnia☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo interesujące miejsce. Fajnie że artysta próbuje łączyć otaczającą go naturę z architekturą. Swoją drogą wyszło mu to genialnie i z przyjemnością odwiedziłbym to miejsce w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapisuję w zakładkach. Wybieram się z koleżanką do Florencji w przyszłym miesiącu i mam nadzieję, że uda mi się namówić ją na wizytę w Pratolino. Rzeźba jest zachwycająca, a sam rzeźbiarz ciekawie się nazywał jak na człowieka o flamandzkich korzeniach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętajcie tylko że ogród jest czynny od kwietnia do października! Nie wiem dokładnie do którego dnia. Zwiedzać można w soboty, niedziele i święta. Jeśli będziecie we Florencji polecam też mój poprzedni wpis o San Miniato http://domzkamienia.blogspot.it/2017/09/san-miniato-al-monte-zachwyt-nieznajacy.html

      Usuń
  4. A my właśnie za tydzień z hakiem ruszamy do Toskanii po raz czwarty. Miejsce zanotowane, dzięki! ;)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj