czwartek, 24 sierpnia 2017

"Burza mózgów"


Wiadomo nie od dziś, że w każdym nawet najbardziej sielankowym miejscu znajdzie się coś, co można poprawić, zmienić, ulepszyć. Wiadomo też, że wszędzie jakkolwiek by nie było, znajdzie się ktoś niezadowolony i gotowy do krytyki. Nie każda zmiana będzie miała swoich zwolenników i nie każda też będzie zgodna z pierwotną wizją i założeniami, ale też nie myli się tylko ten, który nic nie robi.
To nie jest post o zabarwieniu politycznym, bo kto bloga śledzi od dłuższego czasu, ten wie, że ja na politykę reaguję alergicznie. Nie jestem z żadnej politycznej opcji. Jestem tylko obiektywnym obserwatorem życia miasteczka, który stara się przyłożyć swoją małą cegiełkę do jego dobrego funkcjonowania. 
Wczorajszy wieczór na placu był nie tylko prezentacją zmian, wykonanych już prac i tych zaplanowanych w najbliższym czasie. To była przede wszystkim możliwość dla wszystkich malkontentów i tych pozytywnie zakręconych wyrażenia swojej opinii i podsunięcia ciekawych pomysłów na to, co jeszcze w gminie można zrobić, aby żyło nam się lepiej. 
Mieszkańcy do "kamiennego" muru przyczepiali karteczki ze swoimi sugestiami dotyczących wszystkich możliwych dziedzin. Jakie będzie echo tego wydarzenia? Przekonamy się w najbliższych miesiącach. 


Oczywiście jak zawsze cały wieczór zaczął się przy stole. Mieszkańcy dopisali tłumnie, tym bardziej że kolację zaoferował sam burmistrz. Były smakołyki, wino i muzyka na żywo, bo w Italii każde nawet polityczno - administracyjne wydarzenie musi mieć odpowiednią oprawę. 



Oczywiście padło kilka pytań dotyczących rozwoju turystyki. Nikt nie chce, żeby Marradi stało się drugim San Gimignano, ale odrobina promocji na pewno nie zaszkodzi, tym bardziej, że miasteczko ma wiele do zaoferowania, a niektóre wydarzenia swoim rozmachem zaskakują nawet samych mieszkańców.   
Czasami piszecie mi albo mówicie przy bezpośrednich spotkaniach, że Marradi powinno mnie ozłocić za reklamę jaką robię miasteczku… Że jestem jego nieoficjalną ambasadorką i rzeczywiście w głębi duszy tak się czuję… Mówicie, że gdyby nie ja, nigdy do Marradi i w wiele okolicznych zakątków byście nie trafili … A ja odpowiem - nikt nic nie musi, ani też ja niczego nie robię dla poklasku. Szczerze mówiąc chyba niewiele osób do tej pory zorientowało się ilu z Was do Marradi zawitało… Mam jeszcze kilka innych przemyśleń, ale te zachowam już dla siebie. Wystarczy mi uścisk na zakończenie wakacji i łzy przy pożegnaniu, wystarczy mi Wasza obecność zarówno w Marradi jak i ta wirtualna na blogu. Miło mi jest kiedy Anna Maria wita mnie wylewnie na ulicy i komplementuje za moje zaangażowanie. 
W pierwszych miesiącach pisania bloga mówiłam o Marradi po prostu "M", ale szybko zrozumiałam, że ta moja demonstracyjna pseudo enigmatyczność niczemu ani nikomu nie służy. Ten blog jest opowieścią o moim codziennym życiu, ale też niekończącym się psalmem pochwalnym na temat tego miejsca…

POMYSŁY to po włosku IDEE (wym. idee) 

środa, 23 sierpnia 2017

Żal, "gdzieś" i letnie tęsknoty



Po Nocy Czarownic rytm miasteczka zaczyna wyraźnie zwalniać. Wyhamowuje jakby chciał przestawić się na jesiennym rytm. Uświadomiłam sobie, że przed nami ostatnie już w tym roku czwartkowe mercatino, że pozostał ostatni tydzień, kiedy mamy otwarty basen i ostatnia niedziela w tym sezonie z czynnym supermarketem. To niestety już w przyszłym tygodniu jest ten dzień, kiedy w górę wystrzelą fajerwerki, żegnając oficjalnie marradyjskie lato 2017. Żal jaki mnie w tym momencie ogarnia jest tak wielki jak wielka była radość 9 czerwca, kiedy ostatni szkolny dzwonek obwieścił wakacje. Choć po chwilowym "ochłodzeniu" nad Italię nadciąga kolejny afrykański upał i znów temperatury będą się ocierać o 40 stopni, to jednak na poniedziałkowym targu pojawiły się pierwsze kurtki i swetry, letnie sukienki powoli lądują na jednym wieszaku podpisanym - sconto... Szlag! A niech to szlag ten Czas Pędziwiatr...


Oczywiście każda pora ma swój urok i we wrześniu też czekają na nas atrakcje. Złoty wieczór w Marradi i przepiękne Feste dell'Ottocento w Modiglianie, a potem oczywiście marroni …  Jednak najsmutniejsze jest to, że wszystko prowadzi nieuchronnie do zimy … Jeszcze transparent z kasztanowym rozkładem jazdy nie zawisł nad ulicą, ale myślę, że to już kwestia dni. Poza tym wolny od szkoły czas zaczynamy już liczyć w tygodniach, a ja tak bardzo jestem szczęśliwa kiedy mam dzieci w domu...

- A może wyciągniemy Mario nad morze - proponuję. - Chciałabym się jeszcze wygrzać na plaży
- Pojedźmy lepiej na jakieś wojażowanie - prosi Tomek.
- Gdzie? 
- Gdzieś. Przed siebie…
- Nawet jeśli przed siebie to i tak musimy zdecydować czy w stronę Toskanii czy Romanii. Tak zupełnie "gdzieś" się nie da.
Ale to Tomka "gdzieś" bardzo mi się podoba. Nie było w te wakacje czasu na nasze ulubione włóczęgi, więc może nim wpadniemy w szkolny rytm jeszcze "gdzieś" zbłądzić nam się uda…
Taką mam przynajmniej nadzieję, a tymczasem dziś znów festa na placu, a w sobotę tortelli w Lutirano, a może po drodze spotka nas jeszcze coś nieoczekiwanego … 

GDZIEŚ to po włosku DA QUALCHE PARTE (wym. da kualke parte)

wtorek, 22 sierpnia 2017

Dawno temu, nie tak dawno


Goście wyjechali. Mała poniedziałkowa chwila we własnym gronie. Każdy zajął się czymś innym. Nagle zrobiło się tak dziwnie cicho… To poczucie ciszy potęgował bar przed domem od kilku dni zamknięty...
Po obiedzie obejrzeliśmy wspólnie zostawione przez Gości zdjęcia i nagrania. Śmiech mieszał się ze wzruszeniem. To niby nie czas jeszcze na podsumowania, bo przecież w drodze następni Goście, a za nimi jeszcze jedni i potem kolejni, ale … ale jednak, jakby nie było …


Obejrzeliśmy kolejny raz zrealizowane przez nas na początku czerwca filmiki i aż w gardle ścisnęło i taki żal przeokropny dopadł, że człowiek miał ochotę się rozpłakać. Ktoś zabrał mi czerwiec i ginestre i Graticolę, czas zdmuchnął zapach lip, zgasił słońce w słonecznikach, ktoś śmiał zaorać pola, wyłączać światło dnia przed 21.00… A ja... Choć przecież w tym roku panuje nam od maja, najzwyczajniej w świecie nie zdążyłam się jeszcze latem nacieszyć! Niektóre wspomnienia zdają się tak odległe, jakby wieki od nich całe minęły. Czerwiec dziś stał się się jakimś odległym "kiedyś tam, dawno temu"…


Na szczęście po dwóch dniach przerwy do Włoch wraca afrykański upał, do którego się w tym roku przyzwyczailiśmy. Niestety za upałem wciąż idzie brak wody. Pomidory uschły, o grzybach można tylko pomarzyć i podobno w niektórych regionach nawet winnice ucierpiały. Z wielu powodów to lato na zawsze pozostanie nam w pamięci...

A tymczasem rodzą się ciekawe pomysły, stają przede mną nowe wyzwania. Jesienny czas, który w końcu nadejdzie mam zamiar dobrze wykorzystać. 

Dobrego wtorku!!

DAWNO TEMU - TANTO TEMPO FA (wym. tanto tempo fa)


Autorami zdjęć są Asia i Michał Cichoccy

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Pajęczyna


Zdaje się jakbyśmy raptem wczoraj maszerowali w kolorowej scarpinacie… A tu już nadszedł czas pożegnania. Idziemy do Marradi na ostatnie lody, na ostatniego spritza. Wspominamy ileż to razem atrakcji przeżyliśmy… I góry i morze, Ferragosto i piadiny i grill, ale też strastellatę, graticolę, sfoglierię i na koniec Noc Czarownic… Mam nadzieję, że wspomnienia naszych Gości będą tak kolorowe jak tamta scarpinata, jak pył, który wciąż zalega na poboczu - tu i tam przy via Francini jeszcze różowo i żółto. 


Sierpniowi Goście trafili do Marradi na samą kulminację letnich atrakcji … I też w sierpniu samych Gości była kulminacja… 
Jedni pojechali już wczoraj, inni dziś rano, a kolejni za chwilę wyruszą. Zawiązały się nowe znajomości wśród dużych i małych. Nić porozumienia między dzieciakami tak niezwykła, że aż serce skacze z radości, ale też w gardle ściska, na myśl o tym, że zaraz będą musiały się rozstać. Z każdym rokiem Dom z Kamienia staje się coraz bardziej rozległą pajęczyną, która gdzieś tam w świecie związuje ludzkie drogi. To naprawdę niezwykłe. 



Dziękujemy za wspólny czas. Czas piękny i wyjątkowy, którego wspomnienia ogrzeją na pewno nie jeden zimowy wieczór. Nie pozostaje nam już nic innego jak tylko życzyć szczęśliwej podróży i powiedzieć - do zobaczenia za rok!


A tymczasem, tak jak to latem w Kamiennym Domu… W drodze kolejni Goście, lato nawet jeśli zmęczone, to jednak wciąż trwa…

PAJĘCZYNA to po włosku RAGNATELA (wym. raniatela)

niedziela, 20 sierpnia 2017

Horror w Marradi - La Notte delle Streghe 2017



- Ja chcę znów moją mamusię - popatrzył na mnie Mikołaj mocno zdegustowany, bo każdy w Noc Czarownic może z siebie zrobić co chce, jednak jak się okazało matka "indemoniata" to była dla mojego syna rzecz ciężka do strawienia. On sam jednak stał się istotą z horroru, tworem strasznym, w którym nijak nie można było rozpoznać słodkiego Mikołajka. Przy okazji objawił nam się nasz nowy domowy talent - Tomek ucharakteryzował siebie i brata z takim rozmachem, że dyplomowany charakteryzator wcale, by się takich twarzy nie powstydził. 


La Notte delle Sterghe 2017 pod hasłem Horror Film już przeszła do historii. Była nas pokaźna banda! Banda wywrotowców, paskud, nawiedzonych i pokręconych i chyba dlatego w pełni zgodzę się z Tomkiem, który kiedy dogasały płomienie na stosie, stwierdził entuzjastycznie: to była najlepsza La Notte delle Streghe ze wszystkich jakie widzieliśmy! 
Już oczywiście nie będę się powtarzać - że się ludziom chce i to jak się chce i nic byle jak i całe miasto … Może ja w Marradi jestem ślepo zapatrzona… 
Chociaż nie, chyba tu jednak zachowuję obiektywizm, a może Goście, którym dane było to przeżyć na własnej skórze dodadzą od siebie dwa słowa?   
Oto jak było okiem moim i oczami Gości. Może za rok ktoś z Was do nas dołączy?





FOTO Asia i Michał Cichoccy:








Drukuj