piątek, 14 lipca 2017

Uwierzyć wspomnieniom


Najpierw było płaskie i w kolorze całkiem nijakie. Ani woda, ani niebo nic z włoskich barw nie miały. Adriatyk przypominał bardziej gigantyczne jezioro i oczywiście nie Gardę mam tu na myśli. Zaaferowana wyprawą i wolnym dniem, pełna euforii nawet nie zerknęłam na prognozy. Mario twierdził, że wzdłuż wybrzeża ciągnął się będzie jakiś front z chłodniejszym powietrzem, z mgiełką, a nawet z wiatrem, który morze miał wzburzyć. 


Tymczasem z tego co zapowiadano, spotkaliśmy tylko mgiełkę, która kolory zatarła. Poza tym tafla Adriatyku była nieruchoma. Lido di Dante spowijał niezwykły spokój. A chwilę potem, powoli, powolutku zaczęła zanikać też foschia i dzień zrobił się tak lazurowy, jak tylko lipcowy, nadmorski dzień potrafi. A woda? 


Woda była ciepła... Tak ciepła, że zimą pewnie sama w to wspomnienie nie będę już wierzyć, z perspektywy stycznia wyda mi się jakąś letnią fatamorganą. Temperatura wody mogła stawać w szranki z tą ze źródeł termalnych i nawet ja, której wiecznie zimno i zwykle po "zanurzeniu" do kolan wracam pokornie na ręcznik... Ja, która jedynie w sytuacjach ekstremalnych - czyli na prośbę dzieci - potrafię wytrzymać po szyję w wodzie zaledwie kilka chwil, tyle co nurek bez butli z tlenem, tym razem spędziłam w morzu pół dnia.  


Kraby, zamki z piasku, harce, hulanki, swawole… Kanapka z prosciutto, kieliszek wina, ciało słońcem spalone… Żaglówki na horyzoncie, samotne wydmy, słodkie brzoskwinie … Gorący piasek, powiewające na wietrze baldachimy z kolorowych płócien i słońce migające na wodzie tysiącami refleksów… Taki to był piękny dzień! Tak piękny, że kiedyś w jego wspomnienie pewnie sama nie uwierzę...


 PŁYWAĆ to po włosku NUOTARE (wym. nuotare)

2 komentarze:

  1. Ależ pupa fajna. :D
    No i pierwsza fotka od góry - bomba. <3

    OdpowiedzUsuń

Drukuj