sobota, 8 lipca 2017

Urodzeni siódmego lipca


Urodzinowy wieczór Tomka i Lexa ciągnąłby się pewnie do rana, ale ... wyspać też się kiedyś trzeba, tym bardziej, że Goście już są w drodze, a dziś wieczorem czeka nas stralunata! Jak nam było? Pięknie nam było! Smacznie, słodko, radośnie!
W wąskim gronie, ale za to w gronie prawdziwych przyjaciół, z prostotą na stole, z muzyką "live" i tortem tak dobrym, że nawet Contessa resztki kremu palcem wylizywała. Takie to było świętowanie Tomka trzynastych urodzin i Lexa sześćdziesiątych trzecich. Pół wieku różnicy, a taka piękna zgoda. 


Mario grilował, Lex śpiewał i grał na gitarze, a chłopcy bawili się ze szczeniakami. Ganiali uradowani za Borysem i Lolą, która swoją drogą powinna dostać przydomek "niesforna". Radości przez cały wieczór nie brakowało…
- Pokroić mięsko? A warzywka? 
Contessa pozwalała z siebie żartować i sama autoironicznie bolący nadgarstek komentowała. 


Tak jak Lexa muzykowanie, tak też stałym elementem każdego przyjęcia jest wędkowanie Mario. Ryby przy casa di Santa Barbara - kto był, ten widział jakie są. Upasione na diecie śródziemnomorskiej aż się proszą, żeby wylądować na grillu. Ale Mario ma swoje zasady i przydomowych pupili do menu włączyć nie chce. Wczoraj po dwóch konkretnych okazach wyłowionych z Lamone, oparł wędkę o balustradę, wrócił do stołu i przyłączył się do śpiewów Lexa.
Po jakimś czasie Mikołaj zapytał:
- Gdzie jest wędka?
- Moja wędka! 
Wędka pływała sobie spokojnie w odmętach Lamone, a kiedy udało się ją w końcu odzyskać, okazało się, że do haczyka wciąż miała przyczepioną rybę.  


- Gdybyś urodziła się rok później my dwie świętowałybyśmy razem 100 lat - powiedziałam do Ellen.
- Będziemy świętować 101! 
Moje urodziny zbliżają się wielkimi krokami. Być może połączymy siły, może znów razem poświętujemy…
Tak dobrze choć od czasu do czasu posmakować DOLCE VITA…

RYBY to po włosku PESCI (wym. peszi)


1 komentarz:

  1. Ale klimacik. Iście rodzinny. Jeszcze chwila i bym się wzruszył. :) Miło popatrzeć!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj