piątek, 21 lipca 2017

Ciotka i reszta we Florencji


- Czy ty w ogóle jeszcze lubisz jeździć do Florencji? - zapytała mnie A. - Ja jestem trochę jak złodziej - odpowiedziałam - kradnę emocje innych". Patrzę na rozpromienione zauroczeniem twarze, w których odbija się misterna fasada Duomo. Słucham słów zachwytu w wąskich uliczkach, obserwuję moich Gości i nacieszyć się nie mogę, że to właśnie ja mam ten zaszczyt towarzyszyć im w ich pierwszym spacerze po toskańskiej stolicy. 


Trudno pokazać komuś Florencję w trzy godziny. Ryzyko jest takie, że zachwyt zostanie pokonany przez zmęczenie gorącem, tłumem, chaosem. Mówię wtedy, że tu trzeba wrócić i to nie raz, nie dwa, bo wiadomo, że na prawdziwe poznanie Florencji życie jedno nie wystarczy … Tak czy inaczej Ciotka i jej towarzyszki były zachwycone i już planują następny raz, przy najbliższej okazji do Florencji powrócić i już inaczej, już nie na wariata, a po troszku, po odrobinie to cudowne miasto smakować.


A ja sama tego powrotu szczerze nie mogę się doczekać, bo ileż to się naśmiałyśmy, nażartowałyśmy w tych dniach to nasze i nikt nam już tego nie zabierze. Tymczasem walizki spakowane, czas jak zawsze przeleciał nie wiadomo kiedy i za chwilę się pożegnamy. Ostatnią kolację przygotował Mario, stawiając na swój popisowy klasyk. Smażone piadiny zyskały kolejnych zwolenników i sława o nich znów poleci dalej w świat. 
Drodzy Goście lećcie szczęśliwie i wracajcie na marradyjskie kasztany, na trufle, na pogawędki przy kominku. Może znów będziemy miały co wspominać, bo ten pobyt na pewno przejdzie do historii!!


J. a Tobie tak prywatnie bardzo dziękuję za Ciotkę! Teraz to trochę i moja Ciotka!

SŁAWA to po włosku FAMA (wym. fama)

1 komentarz:

Drukuj