wtorek, 20 czerwca 2017

Ulotne czerwcowe chwile


Nie chciałabym, żeby zabrzmiało to dramatycznie, ale jak sobie pomyślę, że zaraz dnia zacznie ubywać, to aż mnie … aż mnie … ech szkoda gadać! Ja wiem, że całe lato przed nami, a poza tym i maj tak  pięknie się udał w tym roku i czerwiec, ale świadomość tego, że ktoś nagle zacznie podbierać jasne minuty ze słonecznego koszyka sprawia, że gdzieś tam lęgnie się smutek, że zaczynam tęsknić nawet za tym co jeszcze trwa. Lipy kwitną zdecydowanie za krótko!!! Dobrze, że choć żywot ginestre jest odrobinę dłuższy.    


W kasztanowych gajach panuje dziki nieład… Spośród gęstych paproci wychylają się to tu to tam ogniste "smolinosy".  Pod koronami drzew panuje ożywczy półcień, ale czerwcowe słońce jak tylko może, próbuje przeciskać się pomiędzy rozczapierzonymi liśćmi i palczastymi kwiatami. Jeszcze trochę i puste słoiki wypełnią się kasztanowym miodem...


A ja z ogródka zaczynam zbierać pierwsze czerwone pomidory! Szybko w tym roku dojrzały! I pierwsze ogórki też już wylądowały na talerzu, słodkie i chrupiące. Niby nic wielkiego, a taka wielka satysfakcja, jak człowiekowi wyrośnie owoc pracy i starań! Żaden ze mnie rolnik czy plantator, ale jak na niedawnego mieszczucha te kilka rządków to naprawdę wielki sukces! 


Słońce rozlewa się po dolinie. Na Cardeto odezwały się dzwony. W górze przemknął pociąg do Florencji. To jeszcze nie nasz. Nasz będzie następny, więc zmykam już, bo wycieczka pewnie w ferworze przygotowań, a ja sama w głębokim lesie. Oby ten dzień przyniósł więcej dobrego…

PÓŁCIEŃ to po włosku PENOMBRA (wym. penombra)

1 komentarz:

  1. Łączę się w bólu :) Też to przeżywam, że już niedługo dni będą krótsze... Ale przed nami jeszcze całe lato :) Pięknie tam u Was!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj