piątek, 23 czerwca 2017

To co się kończy i co zaczyna…


Tak to już jest, że wcześniej czy później wszystko się kończy, a to co miłe i wyczekiwane, jak na złość zdaje się, że mija jakoś szybciej … Goście szykują się do drogi. Ich wakacje dobiegły końca, ale na pocieszenie już przebąkują o październikowych kasztanach. Tęsknota za Marradi jest naturalną konsekwencją wakacyjnych dni.


Wydaje się jakbym zaledwie wczoraj pokazała moje ulubione miejsce nad Santerno, które  w opinii Gości swoją urodą przebiło znane włoskie miasta. Myślę, że ta maleńka plaża z ukrytym zejściem będzie prawdziwą perełką tego lata. Tam właśnie spędziliśmy pierwszy wspólny dzień. A teraz historia zatoczyła koło i plusk Santerno osłodził również ostatni dzień wakacji, wypełniony śmiechem i szaleństwami.


Każdy wyjazd Gości przypomina mi o moich "powrotach". Na chwilę ogarnia mnie rozpacz i panika, a potem oddycham z ulgą … Ja na szczęście już nie muszę nigdzie wyjeżdżać… 
Dwa tygodnie to dużo i mało. Przez dwa tygodnie wiele może się wydarzyć. Można się porządnie opalić, można urosnąć - tak jak mała Zosia, można też bez pamięci zakochać się w Marradi. 


Goście zostali pożegnani w Pianorosso pizzą. Tradycyjnie, tak jak to kiedyś bywało. Ja również zostałam na ten wieczór zaproszona i w taki oto sposób po 10 latach znalazłam się przy tym samym stole. Pod tym samym drzewem. 
Te same kadry, te same widoki, jakby nagle czas się cofnął. 




Jedni Goście odjeżdżają, następni niedługo przyjadą, a tymczasem w Toskanii zaczęły się żniwa. Ponoć zbliża się do nas afrykański upał … Cokolwiek to znaczy. Przecież tak naprawdę już od miesiąca temperatury nie schodzą poniżej 30 stopni. W każdym razie co by nie było - mi w to graj!


ŻNIWA to po włosku MIETITURA (wym. mietitura)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj