niedziela, 18 czerwca 2017

Pierwszy wakacyjny tydzień


Pierwszy tydzień wakacji był kolorowy, tak jak kolorowe są czerwcowe łąki Apeninów, upstrzone rumiankami, ostami i kto by tam w ogóle nazwy tego dobrodziejstwa umiał wymienić… Atrakcji było tyle, że po tych wszystkich intensywnościach Tomek w sobotę powiedział pas. 
- Ja dziś zostaję w domu - zadeklarował zdecydowanie. 
Zmęczenie materiału. 





Hulanki i swawole, uczty przy stole, kilka zwiedzonych miast i miasteczek, morze i basen i pewnie coś pominęłam - oto bilans pierwszego wakacyjnego tygodnia Gości i przy okazji też chłopców. Ja sama z racji góry obowiązków uczestniczyłam tylko w garstce tych przyjemności, ale przed nami jeszcze jeden tydzień, który czeka na zapisanie się kolejnymi atrakcjami …  


W chwilach przerwy uzupełniam materiał potrzebny do pewnego projektu, zaszywam się na chwilę w ciszy Pigary, wspinam ponad badię, łapię róż zachodu słońca. Mario siedzi do nocy, obrabia, montuje, klnie na złośliwość rzeczy martwych, kiedy komputer nie chce współpracować. Już chyba bliżej niż dalej, już już… tuż tuż... 


Kiedy Tomek po kilku godzinach spędzonych na leżeniu jak klasyczny wałkoń odzyskał siły, zaproponowałam krótką przejażdżkę. 
- Ja i ty we dwoje, obiecuję lody w Marradi i przy okazji kwiaty lipy zbierzemy dla J.
I pojechaliśmy, pomknęliśmy jak wiatr i z wiatrem we włosach, z wiatrem łopoczącym moją jasną sukienką… Tak wspaniale, beztrosko choć przez chwilę… Prawie jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem… Braliśmy rowery z bratem i te pierwsze wakacyjne dni nim ruszyliśmy na wieś spędzaliśmy na wojażowaniu po Grochowie. Stare czasy to były, jeszcze przed Promenadą i przed trasą Siekierkowską. Tam wtedy tylko kanałek zamulony się sączył i łąki były, taka inna tamta Warszawa!  
Zmieniła się geografia i towarzystwo, ale radość z wiatru we włosach wciąż ta sama…
- Masz torebkę i rwij, dla nas też nazbieramy. Zasuszona lipa zimę nam umili. Czujesz jak pachnie? Oszaleć można!
- Auuuu!!! 
- Pszczoła? 
- Taak!! 
- Użądliła cię? - wołam spod sąsiedniego drzewa.
- Wyciągam właśnie żądło.
- No coś ty???? 
- Żartowałem! - odwraca się i posyła mi szelmowski uśmiech.


Dobrej niedzieli Wam życzymy, a sami łapiemy za plecaki i tym razem ruszamy ścieżkami Apeninów.

ŻĄDŁO to po włosku PUNGILIONE (wym. pundżilione)

6 komentarzy:

  1. Pięknie Ja odliczam dni do wyjazdu do Włoch Aż boję się myśleć o tym wyjeździe, żeby nie zapeszyć. Ale po cichu już robie wielkie plany co, gdzie i jak będzie. Miłego wypoczynku Wam życzę Joanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Radosne , śliczne, zdjęcia, szczęsliwi ludzie , pięknie podany posiłek ..Gdyby jeszcze tylko t-shirciki dla panow do stołu - byloby przepieknie ! Czy wybaczy mi Pani , Kasiu może zbyt daleko posuniętą szczerość ? Jesli przekroczyłam cienką granicę - prosze nie publikować. Bardzo pokochaliśmy Panią i chlopcow !
    marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Marto to wakacje:) najważniejsza swoboda. A w takie dni jak te ze zdjęcia dzieci siadają do stolu ociekające jeszcze wodą z basenu:) Dobrego dnia!

      Usuń
    2. Oj jaka ulga , bo zdaje się , że wybaczone !
      Wspanialych wakacji!
      M

      Usuń
  3. Kasiu, czy te domki na pierwszych zdjęciach to jest Piano Rosso?
    Pięknie tam!
    Asia C.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj