wtorek, 9 maja 2017

Pociąg i łzy


Pociąg.
Z zamyślenia wyrywa mnie dźwięk telefonu.
- Pociąg jedzieeee!!!! - krzyczy Mario cały rozemocjonowany.
- Co?? 
- Bierz aparat i biegnij! Ciuchcia zaraz powinna być u ciebie!!
- Leeeecęęęę! - odpowiadam już w biegu, a telefon zalicza długi lot na kanapę.
- Corri! Corri! Corri!!! - słyszę jeszcze z oddali.
Jak Tom Cruise w Mission impossible łapię za aparat i pędzę na taras! Szlag! Nie ten obiektyw! Wychylam się za barierkę i z ulgą stwierdzam, że dymu jeszcze nie widać. Mam czas. Zakładam "tele" i fru znów na taras, wspinam się na barierkę i wciąż jestem jak Cruise albo jak rosyjski akrobata w cyrku. Kątem oka widzę jak moja "akcja" zatrzymuje w pół słowa pogawędkę dwóch mężczyzn przed barem. Patrzą i czekają - pewnie w głowę zachodzą: co też będzie się działo, co ona ma zamiar fotografować.  
Nagle słychać głośne puff puff… A w oddali przy kościele na Cardeto unosi się czapa z dymu jak gradowa chmura. Puff… puff… Znajduję stabilną pozycję i czekam, aż będzie na mojej wysokości. Szkoda, że to nie styczeń, miałabym go jak na dłoni … a tak … 
Spomiędzy zielonych drzew puff … puff… jak ten u Tuwima, ale bez kiełbas, grubasów i żyraf, za to wśród niepowtarzalnych cudów Apeninów toczy się i turla, bo na pewno nie gna, zabytkowy pociąg, z dychającą ciuchcią powoli z godnością ku toskańskiej stolicy... 







Łzy. 
A potem na "watsapie" przyszła wiadomość. D. pisała na grupie klasowej, że zebranie ostatnie, że pilne, żebyśmy - my rodzice - byli. Okazało się, że to tak zwane "interclasse", czyli wspólne zebranie wszystkich klas na koniec roku. Podsumowanie tego co było, pokazanie książek na następny rok, przegadanie najważniejszych spraw itd… Nauczycielki poszczególnych klas opowiedziały o dzieciakach w kilku słowach. W końcu przyszła kolej na klasę piątą...
Maestra Barbara mówiła łamiącym się głosem, a wśród mam słychać było pociąganie nosem. Wzruszające podsumowanie, podziękowania, podkreślenie tego, że to naprawdę wyjątkowa klasa, również jeśli chodzi o rodziców. Łzy trudno było powstrzymać. Wtedy wstała M. i zaczęła czytać podziękowanie od rodziców, napisane przez K. Słowa wzruszające i zarazem pełne humoru. Dziękowaliśmy za wprowadzenie dzieciaków w ich szkolny świat, za te pięć lat razem (dla Mikołaja cztery), za bycie nie tylko nauczycielem, ale też psychologiem, mediatorem, matką. Podziękowaliśmy za możliwość przypomnienia sobie (nam rodzicom) historii Greków i Rzymian, wzorów geometrycznych i analizy gramatycznej. Łzy lały się już bez skrępowania wartkim strumieniem po trzęsącej się brodzie. Śmiech i Łzy. Była to zdecydowanie jedna z najbardziej wzruszających szkolnych chwil… 
Szkoła jeszcze się nie skończyła, jeszcze wycieczki, występy ostatnie sprawdziany. Dopiero w czerwcu czeka nas tradycyjne pożegnanie - piknik, obiad, zabawa…
Kiedyś włoska szkoła była moją największą obawą, dziś kolejny już raz mogę napisać, że okazała się najmilszą z niespodzianek. 

POWSTRZYMAĆ to po włosku TRATTENERE (wym. trattenere)

3 komentarze:

  1. Rany, jak pięknie, zielono. A u nas śnieg. :(

    Pociąg cudowny. <3

    Co robią dzieci w szkole od połowy maja, jeśli takie pożegnanie robi się już teraz, a rok szkolny kończy się za miesiąc / półtorej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam zdjęcia z POlski i nie mogłam uwierzyć:(( Śnieg najprawdziwszy:(
      Dzieci mają dużo atrakcji, wciąż coś się dzieje,różne organizacje organizują kolonie lub pół kolonie, piłkarskie "campo", biwaki, obóz językowy ecc… Ponadto mamy basen miejski i wiele miejskich imprez. Nudzić się nie nudzą. Uwielbiam ten czas...

      Usuń
  2. Jeśli korzystasz z FB zobacz wiosenne żaby w wiadomościach suwalskich: https://scontent.fwaw3-1.fna.fbcdn.net/v/t1.0-9/18423800_1412138432176273_1734166268393541723_n.jpg?oh=76d7f5e2376065e1e7ec4e6f13fe284f&oe=59C08BAF

    OdpowiedzUsuń

Drukuj