poniedziałek, 8 maja 2017

Manifest, Hannibal, lody, deszcze i kolory


Niby na krótki spacer wyjść nam się udało, ale wracanie z przygarbionymi ramionami i kapturem naciągniętym na głowę już wcale do przyjemnych nie należało. Zrobiliśmy przystanek przy Świętej Barbarze w nadziei, że - "zaraz przeleci", ale ani zaraz ani potem przelecieć nie chciało. Tak czy inaczej, kiedy siedzieliśmy na placu i ja myślałam o grzanym winie, które byłoby bardziej na miejscu chłopcy z apetytem zajadali lody, dzieciom nic nie przeszkadza, a na lody zawsze jest dobry czas. Tomek testował tym razem nowy smak: bazyliowo - imbirowe. Wybór idealny na taką pogodę!


- Mamusiu! Zobacz! Jesteśmy na "manifeście"! - Tomek widząc teatralny występ swojej klasy  na liście czerwcowych "eventów" z wrażenia aż dostał wypieków.
- Nie mogę się doczekać! 
- Ja też! 
"Spettacolo degli alunni … - czytam na głos uroczystym tonem. - "IT", będzie strasznie!
- I my też jesteśmy! - dodał Mikołaj.
- A podobno wy w tym roku nie przygotowywaliście występu…
- To była niespodzianka, mieliśmy nic nie mówić.
- Pięknie!!!
- In un momento … - zaczął recytować Mikołaj.
- Będziesz TO mówił?
Popatrzył tylko tajemniczo i już więcej o występach nie rozmawialiśmy, ale doczekać się wszyscy nie możemy!
Minął ten rok jak z bicza trzasnął. Dopiero poszli do szkoły, a tu już zaraz końcowe występy. Zakwitł jaśmin i żółcą się pierwsze ginestre. I lipy moje ukochane pewnie też już za chwilę, za momencik zaczną swoje wonne uwodzenie...


Niby zimno nie jest, bo do 20 stopni w ciągu dnia - z trudem bo z trudem - ale dochodzi. Tak czy inaczej pocieszam się myślą, że zbliża się do nas HANNIBAL z afrykańskim ciepłem!    Nareszcie! Ileż można czekać! Rozpaczliwie potrzebuję palącego słońca i jakkolwiek by się Hannibal nie kojarzył, z radością przyjmę go w swoje progi, bo teraz czuję się tak jak te moje surfinie - ściśnięte, skurczone w sobie od deszczu, wilgoci i z braku prawdziwego ciepła… "Idzie ku dobremu..." - powtarzam jak mantrę.


Ranek:
- Czy to są twoje dżinsy - Tomek rozkłada spodnie, które zgarnął ze stosu uprasowanych rzeczy.
- Moje, nie widać? 
Wzrusza ramionami, nie do końca przekonany.
- Weź te nowe, te jasne.
- Za duże jeszcze trochę.
- Ale powinny być w szafie te twoje ulubione … te … (jeden epitet pominę)… No te... wiesz te musztardowe!
- Mówisz o tych karmelowych? - dobiega zaraz z wnętrza garderoby.
I kto powiedział, że mężczyźni nie znają innych odcieni, poza podstawowymi kolorami???
DOBREGO TYGODNIA!

KTO POWIEDZIAŁ? to po włosku - CHI HA DETTO? (wym. ki a detto)

6 komentarzy:

  1. Ja też już potrzebuję ciepła! Co do kolorów... Mówi się że rozróżniamy trzy: biły, czrny i kolorowy. Choć oczywwiście słyszałem też bardziej dosadny podział ;) Miłego dnia M

    OdpowiedzUsuń
  2. Też marzę o ciepłe i słońcu.U mnie temperatura w dzień dochodzi maksymalnie do 11stopni...to optymistyczna wersja.Dzisiaj ma być 8...Marzniemy.Gdzie ta wiosna?!Życzę ciepełka

    OdpowiedzUsuń
  3. Lody. Nigdzie nie smakuje tak pysznego jak w Italii. Pozdrawiam gorąco Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Oniemiałam patrząc na zdjęcia...tyle kwiatów, zawiązki owoców...u nas wczoraj na świeże liście jarzębiny przystrojone białymi kwiatostanami i na bzy, spadł śnieg. Nie jestem za tym, żeby pocieszać się niedolą innych (szczerze mówiąc nie znoszę tego :)), ale może porównanie uwypukli oczywiste atuty toskańskiej aury :). Pozdrawiam serdecznie, Ola

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie i jak te imbirowo bazyliowe smakują ?
    Piotrek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo imbirowe:) Alternatywa dla S. na upały:))

      Usuń

Drukuj