niedziela, 28 maja 2017

Jeszcze się taki nie urodził!


Kulminacją sobotnich sportowych zmagań i popisów był na pewno ultramaraton przebiegający przez Marradi. Nasze miasteczko znajdujące się na 65 kilometrze, tak jak w zeszłym roku postanowiło wylewnie biegaczy przywitać i dopingować. Na tę okazję zaproszeni zostali sbandieratori, była muzyka na żywo, stand gastronomiczny i całe mnóstwo atrakcji dla przybywających i dla mieszkańców, którzy bawili się do nocy.


To co działo się w ciągu dnia, a działo się dużo - wędkowanie, balet, gimnastyka artystyczna - pokażę w następnych dniach. Opowiem też o tym, co było potem - o Alicji w Krainie Czarów i o tym, w czym swoich sił próbował Tomek. Dużo mi się w głowie opowieści nazbierało, w całym "festowym" zamieszaniu nie opowiedziałam jeszcze o przemiłych odwiedzinach i nowych znajomościach. Ale to zaraz, zaraz, na spokojnie… 
Teraz jak reporter na posterunku pokazuję Wam moje ulubione migawki. Po pierwsze kolorowi sbandieratori z Faenzy. Ich tańce i wywijanie flagami będą dla mnie zawsze jednym z najbardziej typowych włoskich obrazków. Mogłabym tak stać i podziwiać bez końca.  


Sbandieratori zademonstrowali swoje umiejętności, a potem ustawili się na placu wzdłuż trasy biegu. Zaraz za nimi rozciągnął się dłuuuugi szpaler dzieciaków i wszyscy gorączkowo zaczęli wypatrywać … Calcaterry! "Szpiedzy" donosili, że NIEPOKONANY znów jest na czele i właśnie zbliża się do Marradi.


Człowiek z żelaza, cyborg, niezwyciężony! Znów ten uśmiech, znów ta lekkość do pozazdroszczenia. Przemknął przez Marradi jak ktoś, kto właśnie wystartował, bez cienia zmęczenia… 
Widać jeszcze się taki nie urodził, co mógłby Calcaterrę pokonać. Około 22.00 dotarły do nas informacje, że po raz dwunasty z rzędu sięgnął po zwycięstwo zapisując się tym samym w historii biegu jako człowiek - legenda. Na przebiegnięcie 100 km z różnicą wysokości blisko 900 metrów potrzebował zaledwie 7 godzin i kilku minut.  








W odstępie kilku minut za Calcaterrą pojawili się następni, w tym na czwartej pozycji Marco, który jako "człowiek stąd" szczególnie wylewnie witany  był przez marradyjczyków. 



Owacje witające kolejnych uczestników wybuchały regularnie, nawet wtedy, kiedy większość mieszkańców zasiadła przy stołach i z apetytem zajadała polentę z ragu'. Zabawa trwała dalej, muzyka niosła się do późnych godzin. 
Nie czekaliśmy końca imprezy, tylko o 23.00 ruszyliśmy w kierunku domu. Ruch na drodze panował niecodzienny. Samochody i płynąca w ciemności rzeka "świetlików"... Biec za dnia jest zdecydowanie łatwiej, ale ukończyć bieg nocą, kiedy już owacje cichną, kiedy człowiek jest sam na sam z drogą to wyzwanie dla najsilniejszych. 



Pierwsza kobieta przebiegająca przez Marradi - na 6 albo 7 pozycji.

Mikołaj do końca dopingujący maratończyków.



A dziś zmagań sportowych ciąg dalszy. Przed Mikołajem ostatni w tym sezonie turniej. Dobrej niedzieli!

DWANAŚCIE to po włosku DODICI (wym. dodici)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj