niedziela, 14 maja 2017

Co daje blogowanie


Bardzo czekałam na to spotkanie i dziś mi żal, że jesteśmy już w połowie! Bomba pozytywnej energii i optymizmu, gadanie do nocy i wieczne nienagadanie. I grillowane pomidory, które zawsze będą mi się z tym momentem kojarzyć i spritz i casa di Santa Barbara i pierwsze w tym roku jedzenie w ogrodzie…

Plączą się te nasze ścieżki gdzieś w świecie. W świecie prawdziwym i tym wirtualnym, a czasem wszystko miesza się w jedno. Tak jak już kiedyś pisałam - to wszystko przez ten Dom z Kamienia… Gdyby nie blog, pewnie nie poznałabym Renaty. Większość z Was zna jej Kalejdoskop wirtualnie, a ja mam przyjemność od czasu do czasu usiąść z nią przy jednym stole. To dla mnie wielka radość i po takich spotkaniach czuję, że mam więcej siły, że więcej mogę, bo Renata ma niezwykły dar. Potrafi sprawić, że człowiek odzyskuje wiarę w samego siebie. Dziękuję… 

Będziemy zaprzeczeniem utartego przekonania, że zwykle, a zwłaszcza poza granicami kraju Polak Polakowi wilkiem. Jak widać nie zawsze tak jest. Ktoś patrząc na nas z boku być może skwituje, że jesteśmy dla siebie konkurencją. Jednak jeśli przyjrzy się uważniej, zrozumie, że choć pozornie robimy to samo, to jednak "to samo" jest tak bardzo różne. Każda robi swoje i szanuje to, co robi ta druga, zamiast skakać sobie do oczu lepiej się wspierać i dzielić czym można - pomysłem, radą, dobrym słowem. 


I jeszcze taka inna moja radość… 
Karmię się zachwytem gości, kiedy stają na moim tarasie albo w ogrodzie świętej Barbary i mówią - jak pięknie. Uwielbiam ten moment. Oczywiście łatwiej się zachwycić, kiedy przyjechało się z daleka, z betonowego miasta… Ale jeśli ktoś widział już praktycznie całe Włochy, wszystkie te cuda Italii i mimo wszystko z zachwytem fotografuje moją rzekę, to czuję się wyjątkowym szczęściarzem i jeszcze bardziej doceniam to, że dane jest mi żyć w takim miejscu…

DAWAĆ to po włosku DARE (wym. Dare)

2 komentarze:

Drukuj