czwartek, 25 maja 2017

Chwila dla siebie


Kiedy w niedzielę jechaliśmy nad Santerno rozglądałam się dookoła chłonąc każdy detal. Zauroczona, zachwycona światem i latem. Już nie wiosną, a właśnie latem, które tak nam się pięknie rozpanoszyło. Przejeżdżaliśmy obok kamiennych domostw, przy których ani żywej duszy tylko kaczki, kury i mugellańskie koguciki przechadzały się leniwym krokiem. Ach… móc tak żyć… Na tych oddalonych od dzisiejszego, zwariowanego świata ziemiach latem pachnących miętą i ginestre, mieć swój własny kamienny dom, nawet kaczkę i kogucika! Jakby to było pięknie…


Gdzieniegdzie jakieś się jednak życie sączyło, leniwe bo leniwe, ale zawsze to życie. Tam ktoś z pelargonii listki suche obrywał, inny psa tarmosił, a jeszcze inna kobieta to siedziała i tak bezczelnie, bez skrępowania … nic nie robiła. Rozsiadła się na leżaczku jak królowa w cieniu wielkiego drzewa, z książką w ręku, z błogim wyrazem twarzy, nawet z nogami bezwstydnie opartymi na drugim leżaku… Ta to ma dobrze - pomyślałam… A zaraz potem "olśniło mnie", że przecież teoretycznie ja też bym TAK mogła, przynajmniej od czasu do czasu…
Mam taki miły taras i rzekę w dole i drzewko cytrynowe tak mi ładnie teraz pachnie… Jednym słowem - warunki są. Dlaczego nie miałabym spróbować? Czy jest ktoś, komu odpoczynek zaszkodził? Tak bardzo pozazdrościłam tej kobiecie, że sama sobie obiecałam od czasu do znaleźć choć chwilę na relaks, chwilę dla siebie, chwilę "nicnierobiącą", "nicniemuszącą"...


Po ostatnich przebojach zdrowotnych, naprawdę staram się zwolnić. Taki codzienny galop burzy ład w głowie, wszystko mi się plącze, daty mylą, ciągle o czymś zapominam. Na "watsapie" ktoś napisał wiadomość - jesteś jutro? Jestem gdzie??? - zdziwiłam się w duchu, ale zaraz przezornie zerknęłam na rozkład jazdy Festa dello sport i dotarło do mnie, że otwierająca ją passeggiata, jest w czwartek, a nie w piątek, o czym byłam przekonana! 


A zatem już dziś zaczynają się w Marradi sportowe atrakcje, które potrwają do 2 czerwca. Będę ganiać z aparatem jak wariat, ale tak jak obiecałam nie mam zamiaru zapomnieć o przystankach dla siebie samej. Choćby tylko kilka minut na kawę, tak jak wczoraj kiedy szukałam inspiracji do domowego menu. A jeśli chodzi o kuchnię, obiecuję, że zaraz ożyje. Materiał już jest bogaty, bowiem sporo dobroci pojawiło się ostatnio na naszym stole, brak tylko czasu na blogowe opracowanie.


I na koniec przechwałki! Popatrzcie! Już na krzakach dyndają pierwsze pomidory!!! Dobrego czwartku!!!


MOGŁABYM to po włosku POTREI (wym. potrei)

2 komentarze:

  1. U mnie pomidory nieśmiało kwiaty próbują wiązać Twoje już prawie giganty O siebie musisz dbać i przerwy w dniu dla zdowia psyche są niezbędne Ale tu się kłania konsekwencja i systematyczność Myśle że Tobie tego nie brakuje Powodzenia Pozdrawiam Joanna

    OdpowiedzUsuń
  2. Chwila dla siebie i to codziennie to absolutne antidotum na troski, problemy, rutynę. Wiem o tym nad wyraz dobrze od kiedy opiekuję się moim Tatą. Musi być jakaś odskocznia, bo inaczej człowiek gotowy zwariować. Takie małe radości, które powodują oderwanie od rzeczywistości gdy ta przygniata. Dla mnie Pani blog jest jedną z takich odskoczni, balsamem dla duszy, kolejną są pochłaniane przeze mnie książki - też urządziłam sobie kąciki do czytania - na balkonie własnym i u taty. Obowiązkowo stoliczek, parasol , leżak, kwiaty z targu. Te chwile są moje. A przy okazji zapytam czy czytała Pani książki Karen Wheeler np Sam urok ? To jakby Pani blog tylko rzecz dzieje się we Francji, dokąd autorka przeniosła się z Anglii i opisuje wydarzenia prawdziwe, może jej sytuacja rodzinna nieco inna, ale ta wrażliwość na przyrodę, pochwała pięknego sielskiego życia na francuskiej wsi... Polecam i pozdrawiam AnetaG
    ps. Jutro będę na moim lokalnym targu to popstrykam też trochę fotek, żeby pokazać jak i u nas zrobiło się kolorowo, kwiatowo i smacznie :)( wrzucę na facebooku )

    OdpowiedzUsuń

Drukuj