czwartek, 6 kwietnia 2017

Wspólny mianownik - szkoła

Mglisty środowy poranek

- Może się przebiorę? - pytam trochę lustra, a trochę siedzącego obok Tomka "dłubiącego" jakieś zadania.
- Nie, nie! Tak jest dobrze!
- Zawsze tak mówisz, ale może lepiej jakbym się ubrała jakoś bardziej elegancko? - patrzę z politowaniem na mocno wysłużone nogawki ulubionych dżinsów.
- Jak się idzie rozmawiać z profesorami, to trzeba wyglądać NORMALNIE, a nie elegancko - poucza moralizatorskim tonem.
- Aaaaa widzisz… dobrze, że mam ciebie. 
Mimo wszystko zakładam na siebie sportową marynarkę, by choć szczyptę "quasi elegancji" przydać mojej normalności i kolejny raz prezentuję się przed nastoletnią wyrocznią stylu. 
- Nie lubię jak masz spięte włosy - patrzy krytycznie na mój koński ogon. 
-  Ja też nie, ale po moich poczynaniach u Ellen dziś nie wyglądają najlepiej!
- Rozumiem. 

***
- W Marradi jest wystawa książek - opowiada podekscytowany Mikołaj - byliśmy dziś z klasą i zrobiłem sobie listę, co chcę kupić. 
Biorę świstek papieru do ręki. Lista dosyć długa i wydatek konkretny. 
Mikołaj ściska w garści swoje oszczędności i czeka.
- Słuchaj, zastanów się lepiej, w ten sposób wydasz wszystkie swoje pieniądze. Książki możesz wypożyczyć w bibliotece - z bólem serca próbuję odwieść go od poczynionych zamiarów. 
Ja! Ja z salonem pełnym książek, bo sama zawsze powtarzałam, że własne to co innego niż biblioteka. Ja, która dawno temu na dworcu zachodnim stojąc przed dylematem: zjeść coś czy kupić książkę, ostatnie dwadzieścia złotych wydałam na Zaklinacza Koni. A teraz raptem taka jestem rozsądna! To chyba wiek...
- Dobrze, wszystkich nie kupię - Mikołaj idzie na kompromis.
- Posłuchaj, ty nawet sobie nie wyobrażasz jak ja się bardzo cieszę, że w ten sposób chcesz spożytkować swoje zaskórniaki, ale może ogranicz się do dwóch, trzech… 
Zerkamy na listę.
-  Harry Potter ... przecież mamy całą kolekcję! 
- Ale po polsku.
- No i?
- Łatwiej mi czytać po włosku…
Zapaliła mi się w głowie lampka ostrzegawcza i tym sposobem wprowadziliśmy w domu, krótkie lekcje polskiego, żeby język ojczysty z głowy nie wyparował. Po pierwszych próbach ortograficznych okazuję się, że nie jest tak źle, zważywszy na to, że Mikołaj tak naprawdę nigdy polskiej ortografii się nie uczył.

***
- Popatrz co mam! - Tomek wyciąga w moją stronę małą broszurę.
- Oooo! to z angielskiego, to co przygotowywałeś! Pokaż!


Wielkie brawa dla nauczycielki angielskiego za pomysł i oczywiście dla dzieciaków za jego realizację. Klasa przygotowała wspólnie mini książeczkę z tekstami i zdjęciami. Znalazły się w niej opowieści o członkach rodziny, jedni pisali o babci, dziadku, cioci, wujku, a Tomek napisał o mnie. Wiadomo nie od dziś, że angielski u Włochów bardzo kuleje i to też było moją wielką obawą, czy chłopcy w tej dziedzinie w ogóle czegoś się tu nauczą. Okazuje się, że jest naprawdę super. Być może w tekście są błędy, mój poziom wiedzy niestety nie pozwala mi tego zweryfikować, ale pomysł i realizacja naprawdę świetne i myślę, że o wiele ciekawsze niż bezduszne wkuwanie czasów i słówek. W przygotowaniu już następny projekt, tym razem o marradyjskich sklepikarzach.

***






Stałam na szkolnym korytarzu w kolejce do poszczególnych nauczycieli i studiowałam obrazkową mapę Toskanii. Nigdy bym nie pomyślała, że moje dzieci będą chodzić do szkoły, na korytarzu której będzie wisiała mapa tej części świata ... Koniecznie muszę sobie taką kupić! Prześledziłam każdy centymetr i okazuje się, że widziałam już całkiem sporo i wiedzą o naszym regionie zaskoczyłabym pewnie niejednego Włocha. 
Stałam na tym korytarzu ostatni raz w tym roku. Każdy z nauczycieli zasypywał mnie komplementami, Tomek po chwilowym spadku formy znów nabrał wiatru w żagle - jedzie jak samochód, jak ten … no … ten… polonez!!! - Tomka wychowawca żartował łamaną polszczyzną!  
Dobrze, że to się tak wszystko składa, dobrze, że plecie się tak, jak się plecie i niech się tak plecie jak najdłużej...

NAUCZYCIEL to po włosku INSEGNANTE (wym. inseniante)

6 komentarzy:

  1. Witami,
    Bardzo podoba my się mini książeczka Tomka oraz tekst poświęcony Pani. Brava dla Tomka!. Czy moglaby nam Pani Kasiu pokazać trochę więcej tego opracowania.
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo chętnie bym pokazała, ale nie wiem czy mogę, bo na innych stronach są opisy pozostałych dzieci ze zdjęciami członków ich rodziny. Zawsze mam wątpliwości jeśli chodzi o zdjęcia dotyczące szkoły.

      Usuń
  2. Kasiu, then and now - w oczach taka sama wrażliwość i ciekawość świata.
    Świetny pomysł na szkolny projekt. Gratulacje Tomku!
    Pozdrawiam Was serdecznie i niezłośliwie zazdroszczę Wam toskańskiego słońca i ciepła, tak już będzie zawsze i nic się nie zmieni 😉
    Asia, oliwska.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem jakie masz zasady w domu, ale u mnie byla jedna : ze mna tylko po polsku i nie bylo zmiluj sie. Nawet poza domem, no chyba, ze towarzystwo bylo mieszane,wiec polski byl zabroniony, zeby tubylcy nie czuli sie nieswojo. I zwracaj uwage, jak rozmawiaja ze soba. W tym przpadku tez bym wloszczyzne zabronila. Jak dorosna, to Ci podziekuja. A tak na marginesie , to bardzo zalosne, jak widze i slysze nasze rodaczki rozmawiajace z dziecmi tylko po wlosku... Bardziej wloskie od Wloszek, szkoda mi tylko rodziny w Polsce, np.dziadkow...

    OdpowiedzUsuń
  4. Metody nauki i pracy w szkole zmieniają się.... i bardzo dobrze. Oczywiście zawsze zależy od nauczyciela, ale metoda projektów jest bardzo popularna w polskiej szkole również. Sama też uczę..
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Co do języka... to mówienie to jedno, czytanie co innego. Znak graficzny nie zawsze odpowiada słyszanym głoskom stąd trudność w czytaniu. A język polski jest baaardzo trudny, dla nas też. Jak się częściej czyta w innym języku(co jest naturalne, kiedy dzieci chodzą np. do włoskiej szkoły) to jest normalne, że gorzej idzie czytanie po polsku.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj