sobota, 8 kwietnia 2017

Sobotnie plany i piątkowe radości


Sobota! Sobota przedświąteczna! Sobota przed przyjazdem Bardzo Ważnych Gości. Sobota, która będzie miała sportowe zacięcie… Sobota domowych prac przed sezonem… Sobota, do której wiosna już od samego rana tak słonecznie się uśmiecha. Sobota po wspaniałym piątkowym wieczorze, do którego natomiast ja jeszcze długo będę się uśmiechać...

Kolorowe farfalle z papryką i taleggio, pieczona perliczka, różowe wino i rozmowy bez końca. Contessa i Lex przy moim dębowym stole, w mojej biforkowej kuchni. Czuję się wyróżniona, czuję się znów szczęściarzem… I nadal nadziwić się nie mogę tym poplątaniem dróg i przecinaniem się ścieżek. Jakież to życie zaskakujące! Musiałam przyjechać aż tu, osiąść na toskańskiej prowincji ukrytej przed światem, by poznać tyle wspaniałych osób. Traktuję tą przyjaźń jak dar od losu, bo mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach to już prawdziwa rzadkość

Piątek w ogóle był dniem udanym. Nim stanęłam w kuchni przy realizacji mojego menu, najpierw usiadłam w szkolnej ławce…
Przez dwa dni marradyjska szkoła miała dni otwarte. Oznaczało to, że rodzice mogli wejść do klasy i jak widz obserwować prowadzone lekcje. Niestety nie udało mi się dzień wcześniej być u Tomka, ale za to podpatrzyłam lekcję włoskiego i matematyki i Mikołaja. Na lekcji włoskiego dzieciaki zajmowały się poezją Dino Campana, a na matematyce przygotowaniem do "prove invalsi" (testy piątoklasisty). Wspaniałe doświadczenie, bo lekcje były zwyczajne, codzienne, a nie pokazówką przygotowaną specjalnie na tę okoliczność. Znów mogę powiedzieć to, co powtarzałam wcześniej wiele razy - do takiej szkoły sama mogłabym wrócić!

Teraz uciekam już do zajęć, a Was zostawiam z widokiem na Lamone i Casa di Santa Barbara. 

Och! Zapomniałam jeszcze pochwalić się pewnym wydarzeniem - w tym roku trasa jednego z etapów Giro d'Italia będzie biegła przez Marradi. Coś co w szczenięcych latach znałam tylko z ekranu telewizora, już 18 maja będę mogła podziwiać na żywo z własnego tarasu!

Już naprawdę na koniec zapraszam Was do lektury kolejnego zbiorowego artykułu bloggerek: http://podsloncemitalii.pl/zycie-we-wloszech/co-dala-mi-emigracja-do-wloch-refleksje-polskich-blogerek-mieszkajacych-w-italii/

Dobrej soboty! Słonecznej soboty!

PERLICZKA to po włosku FARAONA

4 komentarze:

  1. Jakie wspaniałe umiłowanie prostego, dobrego życia :) zawsze jak czytam twoje posty to się uśmiecham, bo mamy podobne nastawienie do życia :) z tym, że moje otoczenie nie jest tak urocze jak twoje, i pogoda bardziej kapryśna, ale dla mnie najpiękniejsze, i uśmiecham się nieustannie do tego mego życia :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrej soboty! I niedzieli! I uściski, tak po prostu 🙂

    Wczorajszy wpis, a zwłaszcza zdjęcie glicine na furtce sprawiły, że łzy popłynęły, zupełnie niespodziewanie...
    To dobrze, to przypomnienie by wytrwać w tym prawdziwym obowiązku... Dziękuję.
    Asia

    OdpowiedzUsuń

Drukuj