niedziela, 23 kwietnia 2017

Festiwal Latawców


Na cienkich linkach łopotały nad plażą w Pinarella kolorowe cuda. Owady, zwierzęta, geometryczne figury, morskie stwory, bajkowe postaci, a nawet nogi piłkarza uganiające się za piłką. Latawcowa fantazja bez granic. Kolorowy zawrót głowy na lazurowym tle. Sprzyjający wiatr. Muzyka. Zapach smakołyków. Radość dużych i małych - nie wiem czyja większa. Morze i plaża. Spojrzenia w niebo pełne podziwu...


Tak jak pisałam wczoraj - tajny plan na sobotę miałam, bo na fejsbuku obiło mi się o oczy ogłoszenie o latawcowym festiwalu, pozostawało tylko przekonać Mario, by zechciał ciut dalej ruszyć się z domu i znów być naszym szoferem. Na szczęście dziecka wciąż w nim dużo, więc na hasło latawce, chętnie na moją propozycję przystał i zaraz po smakowitym obiedzie (przepis za moment na blogu) ruszyliśmy do Cervii.


Coś niezwykłego, fascynującego jest w latawcach… Właściwie sama nie wiem co. Ich kolorowe łopotanie nad głową? Bajkowe kształty? Przyjaźń z wiatrem? 
Mam wrażenie, że nie tylko ja, ale każdy kto spacerował z zadartą głową po plaży w Pinarella czuł się trochę dzieckiem.


 To już trzydziesta siódma edycja Międzynarodowego Festiwalu Latawców w Cervii. Wyczytałam, że wśród uczestników są również Polacy, ale widziałam też flagi z naprawdę odległych krajów - Japonia, Australia, ecc.... Spektakl na plaży w Pinarella potrwa do pierwszego maja, więc jeśli jesteście w okolicy koniecznie tam zajrzyjcie. Pokazy, spektakle, bitwy z udziałem latawców, warsztaty dla dzieci, baza gastronomiczna z atrakcyjnymi cenami, a wstęp na imprezę jest bezpłatny. Jednym słowem  - warto!


Naleśniki z nutellą, piadiny z nutellą, gofry z nutellą, bo nutella w Italii, jak wiadomo, jest słodką legendą. Ja jestem w zdecydowanej mniejszości i do jej fanów nie należę, ale już moi chłopcy bezsprzecznie tak, więc przystanek przy czekoladowym straganie był nieunikniony. 


 A potem jeszcze bardziej zapachniało morzem... Fritto misto! Klasyk włoskiego wybrzeża. Najlepsze właśnie takie, w rożku z żółtego papieru. Wprawdzie byliśmy po obiedzie i wszyscy oprócz mnie również po porcji czekolady, jednak zapach i cena (tak niskiej nigdzie nie widziałam, zwykle jest dwa razy wyższa) skusiły nas na małą degustację. Mario - największy na świecie fan fritto misto - podał chłopcom pieniądze i wysłał po jedną porcję.  


Kobieta pracująca przy gorącym oleju, widząc wycelowany w nią mój obiektyw rozpromieniła się w serdecznym uśmiechu i pomachała plastikowymi łopatkami. Chwilę potem podała chłopcom zamówiony rożek i poprosiła, by zaczekać moment, bo jeden rożek to za mało, bo ona da drugi, żeby się nie kłócili przypadkiem, bo oni tacy mili…. 
Zakręciła się znów przy oleju i wróciła z … dwoma rożkami, tak że w końcu mieliśmy trzy porcje świeżutkiego fritto misto (w cenie jednej) i uśmiech na twarzy, wywołany teraz już nie tylko latawcami, ale też szczerą, rozbrajającą, ludzką życzliwością.  
Taki to był piękny, kolorowy dzień…
A LATAWIEC to po włosku AQUILONE.

8 komentarzy:

  1. Cudowności ! Fantastycznie kolorowo, tak niezwykle optymistycznie. Ciekawa jestem czy latawce nie plączą się ze sobą? Czy każdy uczestnik ma wytyczone jakieś miejsce czy wszystko idzie na żywioł ? Czy przy okazji tego pokazu jest jakiś konkurs i wyłaniany jest np. największy latawiec, czy najpiękniejszy albo najbardziej zwariowany ?
    Pani Kasiu mam jeszcze pytanie - czy mogłabym jedno ze zdjęć z plaży umieścić sobie jako tło na Facebooku ? Opatrzyłaby, notką kto je wykonał oczywiście. Ale jeśli Pani nie życzy sobie, to nie ma żadnego problemu. Pozdrawiam AnetaG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozycje myślę, że przydzielone, ale w niektórych miejscach rzeczywiście gęsto od latawców:) Co do nagród nie wiem niestety.
      Zdjęcie bardzo proszę:)

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję i życzę słonecznej niedzieli ☀️AG

      Usuń
  2. Piękne zdjęcia! To pierwsze niesamowite, pastelowe kolory, w dmuchawcach jest coś romantycznego, są takie delikatne, efemeryczne.
    MS

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, właśnie oglądam na polskim kanale TVN24bis film o Toskanii! Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Pozdrawiam również:))

      Usuń
    2. Był tam materiał m.in. o Sienie i Mistrzu Antonim, który wyrabia wędliny, ale jaaaakie!!! Jego, jak by to nazwać? warsztat, zakład i sklep istnieje od XIX. Poza tym przepięknie, z pasją mówił o serach i wędlinach. H.

      Usuń
  4. Oczyma wyobraźni widzę siebie, jak stoję na plaży, bezpośrednio pod latawcami...
    wyobraźnia wyobraźnią, ale to chyba jednak trzeba tam być by w pełni przeżyć te niesamowite wydarzenie... pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj