środa, 29 marca 2017

Życie codzienne w obrazkach


Nie mam swojego Kamiennego Domu. Jestem realistką i wiem, że jeszcze długo przyjdzie mi na niego czekać. Tak czy inaczej dobrze jest tak jak jest, nie można mieć wszystkiego od razu.   Jak to było? Nie chodzi o to by złapać króliczka, tylko by go gonić… Żarty żartami, mam nadzieję, że ja mojego złapię nim dopadnie mnie starość. 
Tymczasem chętnie odwiedzam inne kamienne domy, domy moich przyjaciół. Domy zawsze przede mną otwarte… To są momenty wypełnione ciekawymi rozmowami, swojskimi smakami, momenty w ciągu dnia, kiedy czas na chwilę zwalnia… Momenty, które wprawiają w dobry humor, które są wytchnieniem. Oddycham wtedy spokojniej, a przy tym też często tak wiele się uczę. Wciąż się uczę... 


Kiedy sadzić czosnek, cebulę, co to jest zły i dobry księżyc, słucham opowieści o wilkach, lisach i borsukach, o tym jak rozsadzać pomidory, marynować cebulę i zrobić domową pancettę. Słucham uważnie, skupiona, zafascynowana, ani jedno słowo nie może wymknąć się z mojej pamięci...


I o Norci słucham relacji bezpośredniej, o strasznym upadku, o niszczycielskiej naturze, o dramacie ludzi, o truflach, o rzeźnikach … No właśnie! O rzeźnikach! Kolejna nauka! Norcia słynna jest już od średniowiecza z wieprzowiny. Rzeźnicy z Norci znani byli w całych Włoszech, jako najlepsi w swoim fachu. Rzeźnik sprawiający wieprzowe mięso to właśnie  norcino!
Dostałam w prezencie prawdziwe lokalne guanciale! Niech nikt nie krzyczy, że tłuste! Ma być tłuste! Aromatycznie, bezwstydnie, swojsko tłuste! Pyszne! Nie wiem czy wiecie, ale prawdziwa carbonara czy amatriciana nie powinny być przygotowywane z pancettą, tylko właśnie z guanciale (część policzka świni, podgardle). 
Takie to miałam miłe popołudnie. Wciąż cieszą mnie te chwile, tak samo jak kiedyś, jak na początku, a może dziś nawet bardziej... 



- Widziałaś?
- Co? 
- Ale ładny obrazek!
- Jaki?
- Klikasz na tym telefonie i świat ci ucieka.
- Nie klikam dla zabawy, na lekcję się umawiam! Co było?
- Starszy człowiek z jakimiś gałęziami, z plecakiem, jak na starych obrazkach.
- Oj!!! Nie widziałam! - Magda! Staruszek mi przez nasze klikanie umknął! Twoja wina! - żartuję sobie w myślach:)
- Zawrócić?
- Oczywiście!
Zawracamy, a kto w Marradi był, ten wie, że by wykonać manewr praktycznie trzeba przejechać przez całe centrum miasteczka, ale … czego się nie robi dla zdjęcia, dla jednego kadru!    


Może ktoś znów pomyśli, że zwariowałam, może patrząc obiektywnie nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Może to znowu ja dopatruję się niezwykłości i piękna, nawet tam gdzie go nie ma…
W każdym razie Mario miał rację. Ten staruszek wzruszył i mnie, tak codzienny i zarazem tak niecodzienny obrazek z życia toskańskiej prowincji… 

WYTCHNIENIE, ULGA to po włosku SOLLIEVO (wym. solliewo)

3 komentarze:

  1. mam tak jak ty Kasia, tylko nie o wszystkim piszę, to pomaga, dostrzeganie piękna, dobra, czegos interesującego w drobiazgach, ale mam tez wrazenie ze tego typu wrazliwosc sprawia, ze mocnej przezywa się nawet drobne niepowodzenia..niech szala przechywla się na tę wlasciwą stronę, tobie i sobie życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie jest! Dziękuję i Tobie też tego życzę!

      Usuń
  2. Jak zawsze....wzruszyłam się.Bo świat jest piękny,tylko w tym szalonym pędzie wielu przestało dostrzegać te drobiazgi,które składają się na tę niezwykłą całość i tym samym zagubili wrażliwość.Z tym większą radością pochłaniam to ,co piszesz ,Kasiu.Buona serata:-)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj