środa, 8 marca 2017

Żonkile


Kiedy mieszkałam na warszawskim Grochowie zawsze wiosną przed Bazarkiem Szembeka kupowałam bukiecik żonkili. Czasem żonkile, a czasem tulipany. Jeden złoty za sztukę albo takie mizerne po 50 groszy. Uwielbiałam mieć w domu namiastkę wiosny. Czasem była to czysta iluzja, bo żonkile stały w wazonie, a śnieg leżał za oknem, ale ważne, że mogłam na nie patrzeć do woli. Żonkile jako dekoracje wkładałam też do wielkanocnego koszyczka. Żonkile tu i tam i o ile pamiętam gdzieś je też wyhaftowałam, o tej porze roku nie mogło mi zabraknąć żonkili choć tak naprawdę... to ja nawet nie lubię żółtego koloru.


Dziś mój "tulipanowo - żonkilowy" wazon stoi pusty. Nie ma takiej potrzeby, żeby skrawki wiosny w nim upychać. Żonkile rozlały się po lasach, jaskrawo kanarkowe plamy kolorują jeszcze niemrawe podłoże. Ścielą się całymi dywanami, a zwariowany wiosenny wiatr tarmosi je w swoim pędzie. Oto dla Was drogie Panie - żonkile na Dzień Kobiet!


Festa della Donna … O włoskim Dniu Kobiet już na blogu pisałam. Bardzo lubię ten dzień,  zawsze lubiłam. Nie będę nawet dodawać oklepanych farmazonów, że taka festa powinna być codziennie. To oczywiste. Tak czy inaczej teraz odbieram ten dzień w wyjątkowy sposób. Może dlatego, że ostatnie lata bardzo mnie zmieniły. Kiedyś kobieta była dla mnie symbolem kruchości i delikatności, dziś natomiast stała się symbolem siły i wytrwałości. Znalazłam w sobie nieprawdopodobne ich pokłady, mam nadzieję, że wystarczy mi ich jeszcze na jakiś czas, że będę jak te żonkile, które wiatr gnie do ziemi, ale choćby nie wiem jak był brutalny, nie jest w stanie ich złamać. W kobietach drzemie nieprawdopodobna siła, wiedziała to moja Mama, dziś ja też to wiem.
  Oto dla Was drogie Panie kwiaty, tęcza i mrugnięcie wiosny. Powinna być mimoza, są żonkile, bo w żonkilach jest siła, mimoza zdaje się taka słaba

ŻONKIL to po włosku GIUNCHIGLIA  (wym. dżiunkilia)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj