piątek, 24 marca 2017

Sekret


Jak dobrze, że ten ciężki tydzień już dobiega końca. Wycisnął mnie z energii do ostatka, poczułam się jak przemielona przez maszynkę do mięsa albo sprasowana przez magiel… Z niczym się nie wyrabiam, wciąż mam na głowie tyle do zrobienia, że chyba do końca życia nie wyjdę na prostą i nawet jeśli na pięć minut uda mi się przystanąć to zaraz bat śwista nad głową. Bat poganiacz - że jeszcze to i tamto czeka. Czasem tylko z tego zmęczenia zawieszam się jak komputer, że ni w te ni we wte, zamieram na chwilę i zmusić się nie mogę, by ruszyć znów do przodu. Bywa ciężko, ale zaparłam się i jakoś daję radę…

Pociechą jest świat dookoła i ludzie. Kolejny raz uświadamiam sobie, że wychodzę do Marradi czując się jak żywe zwłoki, a wracam lżejsza, spokojniejsza, z uśmiechem na ustach. Choć przecież nic szczególnego się nie dzieje. Problemów ani zmęczenia nie ubywa, a jednak... Kilka kroków, kilka słów i zmysły widokami pobudzone są jak najskuteczniejsza terapia.
Najpierw przystanek nad rzeką - Mario miał rację - rzeczywiście gęsi ubyło ze stada, czyżby skończyły jako aromatyczne "arrosto"? Stoję chwilę i patrzę w przejrzysty nurt Lamone. Potem ktoś się zatrzymuje i pyta czy mnie nie podwieźć, a ja dziękuję uprzejmie, tłumacząc, że bardzo potrzebuję pochodzić. Na każdym kroku, ktoś znajomy, więc przystaję co kilka minut, żeby uciąć krótką pogawędkę i uświadamiam sobie, że z każdym słowem robi mi się lepiej.    
A potem znów ktoś przystaje, zapowiada się, że wpadnie, bo musi pilnie pogadać, więc zaniepokojona dopytuję, czy coś się stało, ale w odpowiedzi słyszę - "dobre wieści! Nie martw się, same dobre wieści! Będziesz zadowolona." A zatem czekam na dobre wieści, bo tych ostatnio mało, czekam na weekend, czekam na chwilę oddechu, na czasu nieliczenie.
Czekam aż zakwitnie glicine...


Tomek coraz głośniej i poważniej marzy o aktorstwie. W czwartek wrócił ze szkoły tanecznym krokiem. Wywijał jak Fred Astaire i podśpiewywał. 
- Coś się wydarzyło?
- Dziś mieliśmy teatr! 
Oto cały  sekret. Wystarczy lekcja teatru i Tomek unosi się nad ziemią. Każdy ma swój sekretny sposób na uśmiech, na złapanie wiatru w żagle. Mój jest prosty - to ludzie i miejsce w jakim żyję.

AKTOR to po włosku ATTORE (wym.attore)

4 komentarze:

  1. a ja czytam Twego posta i robi mi się tak błogo i dobrze, mój sekret bardzo podobny jest do Twego :) podobna filozofia życiowa, z tym, że ja nie żyję w takim pięknym miejscu jak Ty :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Każde miejsce może być piękne, bo to ludzie sprawiają w jakim otoczeniu żyjemy :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj