sobota, 11 marca 2017

Koguty, kangury i lawina słów.


Dobrze, że już sobota i ten okropny tydzień się skończył (skończył nie skończył, mamy weekend!). To było kiepskie kilka dni, które wyssało ze mnie resztki energii i naruszyło poważnie moje pokłady optymizmu. Potrzebuję odrobiny spokoju, chwili odpoczynku. Towarzyszący mi w ostatnim czasie stres, muszę przepędzić na cztery wiatry albo choć w drobnym stopniu okiełznać. Mam nadzieję, że uda nam się zrealizować dzisiejszy plan włóczęgowy. Chciałabym, żeby to był dobry dzień. Dziś szczególnie jest mi to potrzebne. 


Muszę jednak przyznać, że choć zmęczona jestem nieziemsko, to w wielu kwestiach też usatysfakcjonowana. Praca, dodatkowe zajęcia, to co tak szczelnie wypełnia mój czas, daje też jednocześnie dużo radości. Fotografowałam w Italii już wiele osób, dzieci i staruszków, całe rodziny, fotografowałam palazzi i wiejskie kamienne posiadłości. Uwieczniłam w moim obiektywie festy, sportowe zmagania, wydarzenia rangi politycznej i nawet roboty drogowe w naszej gminie, ale gdybym miała powiedzieć, która z sesji była najbardziej wyjątkowa - dziś powiedziałabym bez chwili zastanowienia - sesja wczorajsza, w gospodarstwie zajmującym się hodowlą ptaków najróżniejszych. Za zgodą właścicieli pokazuję Wam niektórych bohaterów zamieszania. 


To było niesamowite doświadczenie. Zwierzęta są wdzięcznym obiektem, choć wymagającym jeszcze więcej cierpliwości i czasu niż małe dzieci. Weź człowieku bądź mądry i wytłumacz kogutowi, żeby się zadkiem nie odwracał albo z drugim kogutem nie szarpał, żeby się indyk za belkę nie chował i żeby gołębie ślubne wszystkie odleciały z kosza na "trzy cztery". Mam nadzieję, że moje zdjęcia się spodobają. Włożyłam w nie całe serce. Na terenie aziendy poza ptakami były też inne zwierzaki. Życie wciąż mnie zaskakuje. Nigdy bym nie pomyślała, że w Italii będę fotografować … kangury!



Kiedy kładłam się wczoraj spać, wciąż po głowie telepało mi się tysiące myśli… Tyle obcych ludzi i tyle ciepłych słów. Choć oczywiście niektórzy obcy, przestali być obcymi. Wszystkiemu początek dał Kamienny Dom. Pozwolę sobie na odrobinę prywaty: A., R., S. - dziękuję za każde jedno słowo, za tyle ciepłych myśli, za pamięć, za możliwość wygadania się … 
Dziękuję też Wam Czytelnikom, bywalcom Domu z Kamienia za Wasze komentarze w ostatnich dniach, za wszystkie razem i za każdy z osobna! Od razu robi się cieplej na duszy i Dom zapełnia się gwarem. 

I na koniec jeszcze jedno wielkie DZIĘKUJĘ wysyłam na "zielone wyspy" …

- Mamusiu czemu płaczesz, smutno ci?
- Już nie, teraz płaczę, bo bardzo się wzruszyłam …
Tomek słucha moich opowieści i mocno się przytula.
- Naprawdę? - buzia mu się rozpromienia. - Widzisz mamusiu... na świecie są jeszcze dobrzy ludzie...

Może ten tydzień tak naprawdę nie był aż taki zły...

Dobrego weekendu! 

Ps. Serdeczne pozdrowienia dla Taty pani Anety:) 

KOGUT to GALLO (wym. gallo)


4 komentarze:

  1. Pani Kasiu, jaka niespodzianka z samego sobotniego poranka 😍Tata bardzo dziękuje za pozdrowienia i mówi mi tu właśnie że uważa Panią za mistrzynię słowa i fotografii ! Pozdrawiam i życzę miłego weekendu AnetaG z tatą

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech ten weekend da wytchnienie i pozwoli zgromadzić energię na kolejny tydzień,na realizację planów.Dużo optymizmu:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za piękne posty i zdjęcia,na które czekam codziennie...

    OdpowiedzUsuń
  4. KASIU GLOWA DO GORY ,JESTES NIESAMOWITA ,DAJESZ CZYTELNIKOM WIELE RADOSCI .WIELKA PISARKA I DOSWIADCZONY FOTOGRAF .WIELKIE DZIEKI

    OdpowiedzUsuń

Drukuj