wtorek, 28 marca 2017

Chiesa in Pereta - burzliwe dzieje.


Maleńki kościółek oglądałam z daleka już wiele razy, ale sugerując się brakiem "brązowej" tabliczki, które w Italii zwykle oznaczają punkty warte uwagi, nigdy nie pofatygowałam się, by przyjrzeć mu się z bliska. Dopiero w niedzielę wracając z Monte Busca, patrząc na majaczącą na pagórku samotną dzwonnicę, będącą częścią sielskiego wiosennego krajobrazu, postanowiliśmy zjechać z głównej drogi…


Okazało się, że tabliczka i to nawet dosyć oryginalna była, ale tak schowana, tak nieszczęśliwie ustawiona, że z głównej trasy praktycznie nie do wypatrzenia. 
Do kościoła "Pereta" prowadziła droga jak z toskańskich pocztówek albo raczej jak ze starych włoskich filmów - obsadzona cyprysami, wiejska i skromna, bez nadęcia, z drzewami bardziej pękatymi niż strzelistymi, jakby tą drobną różnicą w sylwetce chciały zaznaczyć, że jesteśmy w Romgnii.


Po tych kilku latach spędzonych w Italii, najpierw jako turystka, potem mieszkanka, nauczyłam się wielu rzeczy i nie mam teraz na myśli moich ostatnich przechwałek o machaniu łopatą i przepychaniu rury, tym razem chodzi o ambitniejsze kwestie. Moja wiedza w zakresie sztuki, historii i kultury zdecydowanie się pogłębiła.  


Oceniłam, że kościół nie jest budynkiem bardzo starym, bo jak już nie raz pisałam - w Italii 100 - 200  lat to tyle co nic. Zastanawiały jedynie przybudówki wyraźnie odcinające się wiekiem od samej świątyni. 


- Otwarte?
- Nie, zamknięte. Ale tu jest dziurka, przez którą widać środek - Mikołaj stał przyklejony do wejściowych drzwi. Na fasadzie kościoła słońce i stary dąb odgrywały niezwykły teatr cieni.
- Daj mi zerknąć….


Wnętrze było skromne i zadbane, a na środku zabezpieczony folią stał krzyż … 
Nie znalazłam nigdzie żadnej nazwy oprócz "Pereta", pod jakim wezwaniem czy cokolwiek, żadnej karteczki, tabliczki z historią, absolutnie nic. Dopiero kiedy wróciłam do domu zaczęłam szukać informacji i okazało się, że ten krzyż, to nie byle krzyż, a kościół ze swoim wiekiem skutecznie wyprowadził nas w pole. 


Chiesa di Sant' Andrea in Pereta pochodzi z IX wieku!!!! Jego początki, oczywiście nie w takiej formie jak obecnie, datowane są na 893 rok! Niestety w 1661 roku tereny te zostały nawiedzone przez silne trzęsienie ziemi, w wyniku którego kościół został kompletnie zniszczony. Ocalał jedynie fragment muru z zawieszonym na nim krzyżem. Na fundamentach kościoła wybudowano typową casa colonica, która nazwana została Pre' Ve'cc (prato vecchio - tłumacząc dosłownie - stara łąka). Niedługo po tym odbudowano też sam kościół. Krzyż, który zobaczyliśmy przez dziurkę od klucza to ten sam szesnastowieczny drewniany krucyfiks, który przetrwał trzęsienie ziemi. 


Okoliczni mieszkańcy zdecydowali, że każdego roku, w trzecią niedzielę września, dla upamiętnienia strasznego trzęsienia ziemi odprawiana będzie w kościele na Perecie msza i procesja, w której poniesiony będzie zabytkowy krzyż.


Oczywiście i tu zabawa chłopców miała swój ciąg dalszy. Kiedy ja jak urzeczona wpatrywałam się w każdy kamień, półokrągły występ w murze, w cyprysy, w zieleń trawy, w cienie dębem malowane, oni ścierali się w "pojedynku na różdżki", urządzali pogoń kto wie z kim i za czym, a ich beztroskie śmiechy niosły się po zielonej dolinie... 


ODBUDOWANA to po włosku RICOSTRUITA (wym. rikostruita)

1 komentarz:

  1. Niezwykłe są takie miejsca - jak zaczarowane, skrywają zapomnianą historię, albo małe cuda natury, tak jak ten mini wulkan , jestem pod wrażeniem ! Pozdrawiam AnetaG

    OdpowiedzUsuń

Drukuj