wtorek, 7 marca 2017

Casetta di Tiara


W sierpniu 1916 roku do Casetta di Tiara przybył Dino Campana ze swoją ukochaną - poetką Sybillą Aleramo. To właśnie tu przeżyli gorący romans, pełen pasji i namiętności. W tej maleńkiej osadzie schronili się przed całym światem, wędrowali po górach, kochali się, jedli i pisali wiersze. To był ponoć najszczęśliwszy i najintensywniejszy czas ich miłości...


Do Casetta di Tiara można dojść na piechotę przeprawiając się przez góry, można też dojechać samochodem od strony Firenzuoli. Z głównej drogi - "imolese" - trzeba zjechać za drogowskazem, w kierunku surowych skał, ta sama droga prowadzi też do kamieniołomów, gdzie wydobywa się pietra serena.


Droga kręta i wąska do granic niemożliwości początkowo biegnie wzdłuż kamienistych urwisk i potoku Rovigo, który uznany jest za jeden z najbardziej malowniczych w całej Italii, ale o nim napiszę innym razem. Sceneria jest surowa, dzika, o tej porze roku miejsce zdaje się wręcz nieprzystępne, niechętne wędrowcom…  Wspinamy się wyżej i wyżej, przez lasy bukowe, potem przez świerki wysokie prawie jak te wokół Camaldoli i docieramy w końcu do gajów kasztanowych, które pamiętają na pewno czasy zanim Dino Campana w te strony zawitał…
Aż wreszcie po długich, mozolnych sześciu kilometrach wyłaniają się kamienne zabudowania Casetta di Tiara.


O Casetta di Tiara pisała nawet prasa, w tym główne włoskie tytuły. Przekopałam się przez wiele źródeł szukając jak najbardziej aktualnych wiadomości, ale te najświeższe pochodzą z 2012 roku, a to oznacza, że informacje które podaję, zwłaszcza te dotyczące ilości mieszkańców mogły ulec zmianie.


Casetta di Tiara to swoisty mikroświat, trochę jak inna planeta, tak bardzo ukryta, odizolowana, jakby w ogóle z pozostałą cywilizacją nie szukała żadnej łączności. Do czasów drugiej wojny światowej była w pełni samowystarczalna i niezależna, mieszkańcy żyli ze zbioru kasztanów, uprawy ziemniaków i innych warzyw, z węgla i drzewa. Nie potrzebowali niczyjego wsparcia, by przeżyć. Osada miała też swój bar - ristorante Sonia, który istnieje do dziś i w tej chwili jest ostatnią działalnością jaka się ostała. 


Casetta di Tiara to zlepek kilku kamiennych domów i kościół. Kiedyś żył tu nawet ksiądz, teraz przyjeżdża tylko co jakiś czas. Borgo liczy sobie 12 mieszkańców (jeśli w ostatnich latach nic się nie zmieniło), większość to emeryci, ale jest też para młodych ludzi, którzy prowadzą bar i ich córka Gregoria - jedyne dziecko w promieniu kilku kilometrów, w tej chwili pewnie w wieku moich chłopców. 
Najstarsi mieszkańcy wspominają jak wyglądało tu dawniej życie - na obiad i kolację jadało się tylko słodką polentę, związki małżeńskie zawierało się tylko i wyłącznie w obrębie mieszkańców, często wręcz z kuzynami. Wtedy jednak osada liczyła około pięciuset, sześciuset. mieszkańców.


Casetta di Tiara to swoisty fenomen pod wieloma względami, ale przede wszystkim to wielka zagadka językowa. Otóż mieszkańcy tej małej osady mówią językiem jakim nie mówi się w żadnym innym zakątku świata! Nie przypomina on "sąsiedniego" romagnolo, ani też dobiegającego z drugiej strony fiorentino. "Casettino" od lat pozostaje dla uczonych enigmą nie do rozwiązania. Wszystko opiera się jedynie na przypuszczeniach. Według wielu źródeł jest to język, którym mówili Grecy, żyjący na półwyspie w czasach Bizancjum! Należy cofnąć się do czasów kiedy Longobardowie podbili Ravennę, wtedy to mieszkańcy podbitych ziem, którym udało się uciec, schronili się w Apeninach. Garstka ludzi żyjących w kamiennych domach Casetta di Tiara to podobno ich potomkowie!
 Casettino to język skazany na zapomnienie, czy mała Gregoria udźwignie taki ciężar i go ocali? Któż to wie… Żyć w takim miejscu dziś, w naszych czasach to chyba poświęcenie… Chyba… Sama nie jestem pewna. 


Nasz spacer po Casetta di Tiara był krótki i pobieżny, bo upiorna toskańska pogoda, starała się jak mogła, by życie uprzykrzyć. Wiem, że tu wrócę i być może następnym razem pokuszę się o wyprawę od strony gór. Fascynuje mnie to miejsce z wielu powodów. To przede wszystkim rozdział życia Dino i Sybilli, który być może przyczynił się do tego, że świat o tym miejscu usłyszał. To językowy relikt, który chciałabym lepiej poznać, usłyszeć jego brzmienie na własne uszy. Casetta to też izolacja i niedostępność, które chciałabym uszanować. Mam nadzieję, że kiedy tu wrócę aura będzie przystępniejsza, a tutejsza restauracja Sonia otwarta. Bardzo jestem ciekawa co też tutejsza kuchnia serwuje.
Apeninów nie można nie kochać… Kto wie ile jeszcze kryją w sobie tajemnic? 
Jest jeszcze jedno pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi - skąd wzięła się nazwa osady? - tego nie wie nikt!

DWANAŚCIE to po włosku DODICI (wym. dodici)



5 komentarzy:

  1. śmiesznie napisałaś: "teraz jest pewnie w wieku moich chłopców". A 5 lat temu nie była w ich wieku? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że teraz ma około dwunastu lat :) Nie widzę tu błędu językowego. Nie że kiedyś nie była w ich wieku, tylko żeby oszacować ile ma lat teraz:)

      Usuń
    2. Też nie widzę tutaj żadnego błędu. ..

      Usuń
    3. Ale ja nie napisałam, że jest błąd, tylko że mnie to rozśmieszyło. ;) Konkretnie to "teraz" mnie rozśmieszyło, jakby to była sprawa zmienna i miałaby szansę przestać być w ich wieku.
      A tak swoją drogą to ciekawe co ta dziewczynka tam sama robi pośród dorosłych... taka Ronja trochę. :)

      Usuń
  2. Znalazłem wzmiankę dotyczącą nazwy może kształt góry przypomina tiarę - "Tiara Casetta, która nosi taką dziwną nazwę (Tiara, starożytny nakrycie głowy w kształcie stożka z końcówką skierowaną do przodu pochodzący z Azji Środkowej, a następnie wykorzystywane przez papieży"

    OdpowiedzUsuń

Drukuj