niedziela, 19 lutego 2017

Pozimowe witanie się z morzem.


Adriatyk w okolicach Ravenny to nie jest miejsce dla surferów, morze tutaj zwykle gładkie jest jak jezioro. Nie jest to też miejsce, gdzie można znaleźć wyjątkowe, duże okazy muszli niczym z tropikalnych mórz. I szczerze mówiąc nie jest to też najpiękniejszy odcinek wybrzeża włoskiego… Ale… Od każdej zasady są wyjątki i nawet to co na liście włoskich cudów nie jest notowane potrafi spektakl podarować, zaskoczyć, zauroczyć. Mnie osobiście nie pierwszy już raz... 


W sobotę mieliśmy jechać na wyprawę, wstępnie padło na morze w Toskanii. Potem stwierdziliśmy, że to trochę daleko i może lepiej jednak Adriatyk. Rano Mario stwierdził, że zimno i trzeba zrobić nowy plan, obrać nowy kierunek, bo to nie pogoda nad morze, na co dzieci podniosły lament. Ja natomiast miałam nadzieję, że zamiast na wschód, ruszymy na zachód… i tak oto atmosfera zgęstniała i już myślałam, że z tego wszystkiego nigdzie nie pojedziemy. 
Na szczęście jednak wróciliśmy do drugiej wersji i z czerwonym koszykiem wyładowanym łakociami ruszyliśmy nad Adriatyk. Myślę, że zdjęcia są wystarczającym świadectwem, że to był dobry wybór.


Pięknie nas morze po zimie przywitało. Dostaliśmy wszystko to czego Adriatyk nie ma w zwyczaju dawać. Woda była natapirowana falami, z czego chętnie korzystali surferzy, a każde mocne "hlup"  zostawiało na piasku muszle wykręcone, skręcone, fantazyjne, niektóre jak wachlarze, jak tropikalne okazy. 
Chłód poranka zniknął. Oślepiające słońce rozlewało się leniwie, jak pierwszy w sezonie plażowicz. W oddali majaczył szczyt San Marino. Surferzy poszli na obiad, a i w nas krótki spacer i zbieranie muszelek zaostrzyły apetyty. Wyciągnęliśmy z czerwonego koszyka przywiezione łakocie. Naszym obiadem były kanapki z mortadellą, pecorino, prosciutto i swojskie wino. Naszym stołem wielki pień, który wyrzuciło morze.   


Nie żeby już było lato, ale kiedy się słońce rozkręciło, kurtka okazała się zbędnym balastem. Jak to dobrze, że nasza włoska wiosna zaczyna się już w lutym. Morze lazuru, morze stokrotek, morze… morze… do zobaczenia już wkrótce...


DOSTAĆ to po włosku RICEVERE (wym. riczewere)

1 komentarz:

  1. Stokrotki!!! Kocham te skromne kwiatuszki i też czekam na ich polskie przebudzenie. Pozdrawiam Hanka

    OdpowiedzUsuń

Drukuj