środa, 15 lutego 2017

Odrodzenia, powodzenia i wiosenne słońce


Okazało się, że tulipanów jest zatrzęsienie, a między nimi tu i tam przebiły też krokusy. Oczywiście minie jeszcze trochę czasu nim zakwitną, ale już teraz buzia sama się śmieje na tą żywą zieleń wychodzącą spod ziemi. I słońce w końcu przestało się z nami bawić w ciuciubabkę, jak na wczesną, toskańską wiosnę przystało spłynęło na nas pierwszym ciepłem i światłem łagodnym. O ile piękniejszy zrobił się świat...


Z dziką radością rzuciłam się w pierwszy wir ogródkowych prac. Przycięłam rukolę, która  za bardzo się rozpanoszyła, szałwię, wymęczone oregano, prezzemolo, resztki astrowych kikutów, oczyściłam, posprzątałam, wymiotłam, a potem na chwilę zaległam w bezruchu na tarasowej ławeczce i jak połamaniec do wieczora powtarzałam, że w krzyżu coś mi strzyka. 
Tak czy inaczej, strzyka nie strzyka, to jest właśnie ten moment, na który czekam całą jesień i zimę, natura się odradza a ja wraz z nią. Wszystko wydaje się łatwiejsze, choć w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło.


I jeszcze dwa słowa o szkole. Świadectwo Tomka odebrane, a oceny Mikołaja zobaczę już dziś po południu. Tomek spisał się na medal. Kolejny raz myślę sobie, że to szczęście, w tym całym moim życiowym kołowrotku nie musieć martwić się przynajmniej szkołą. 
Zaczęło się drugie półrocze, chłopcy już teraz odliczają dni do wakacji, co nie zmienia jednak faktu, że ze szkoły wciąż są zadowoleni, pasja i ciekawość nie gaśnie, a ambicje zaczynają szybować coraz wyżej. Tomek żyje teatrem i pisaniem, a w wolnych chwilach dalej rysuje. Za rok o tej porze będziemy myśleć o liceum. Czas zleci, tak jak i przeleciały ostatnie lata. Zdaje się jakby wczoraj przestraszony czwartoklasista w niebieskim fartuszku zaczynał swoją przygodę z włoską szkołą, a dziś...
 ODRODZIĆ SIĘ to po włosku RINASCERE (wym. rinaszere)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj