poniedziałek, 13 lutego 2017

Kontynenty, sentymenty, jedno zdjęcie i wiosna!



I znów życie wraca na stare tory… To był intensywny, barwny tydzień. Przejechałyśmy z N. wiele dróg Toskanii i Romanii, widziałyśmy wiele niezwykłych miejsc, spotkałyśmy wiele ciekawych osób. Było trochę niespodzianek, pojawiły się nowe pomysły i inspiracje. Mam nadzieję, że to wszystko nam kiedyś pięknie zaowocuje. 
I choć ostatnie dni były przede wszystkim bardzo pracowite, to przyznam też uczciwie, że świetnie się  przy tym bawiłyśmy. Przegadane długie godziny, śmiechy, opowieści i poważne rozważania, wspólne kręcenie polenty, wspólne śniadania, obiady i kolacje… To był bardzo dobry czas i przeleciał nie wiem kiedy… Dopiero co piłyśmy powitalnego spritza, a zaraz na stolik wjechał ten pożegnalny … 


 Żegnałam N. w niedzielny ranek ze ściśniętym gardłem, a kiedy samochód zniknął z pola widzenia zerknęłam na swój ogródek i z radością odkryłam, że wzdłuż ogrodzenia wyskoczyły na światło dzienne tulipany!!! Zielone, jędrne dziesięciocentymetrowe zalążki. A potem okazało się też, że na trawnikach ścielą się już dywany stokrotek, a przy drogach w kępach budzą się żonkile… Wiosna zakradła się niepostrzeżenie… 
Z fejsbuka wiem, że N. mimo śnieżnego armagedonu przeleciała ocean i wylądowała bezpiecznie.


 Ale dzieje się też więcej dobrych rzeczy… 
- Jest piękne - powiedziała Mary Rose patrząc na moje zdjęcie z morzem apenińskich szczytów. - Tam wszystko jest inne, góry mają niesamowitą moc. Chcę zabrać je ze sobą.
Kiedy w czwartkowe popołudnie wracałam z Bolonii zadzwonił telefon…
- Chciałabym kupić twoje zdjęcie. - kobiecy głos miał wyraźny zagraniczny akcent. Umówiłyśmy się na niedzielę w barze, w którym zdjęcia są wciąż wystawione.   
Opowiedziałam swoją historię w skrócie, a Mary Rose swoją. Jej opowieść - rzecz jasna - zatoczyła znacznie szersze kręgi na ziemskim globusie. 
- Czy mogłabym zobaczyć więcej twoich zdjęć…?
I takim to sposobem, do moich pagórków została przyczepiona karteczka - "venduto". Za kilka tygodni opuszczą Półwysep Appeniński, by zawisnąć w domu szkockiej dziennikarki… Czyż życie nie jest zaskakujące?
DOBREGO TYGODNIA!!!



SPRZEDANY to znaczy VENDUTO (wym. wenduto)

4 komentarze:

  1. Pożegnania zawsze są najgorsze, nawet jeżeli wizyta trwałą tylko chwilę, albo nam się wydaje to tylko chwilą dla tego, że tak dobrze się bawiliśmy ;). Na pewno przed Panią jeszcze nie jeden taki wyjazd z N. :). Informacja o sprzedaniu zdjęć- cieszę się, że znalazł się ktoś, kto należycie docenił Pani talent fotograficzny.
    Pozdrawiam ciepło, Karolina

    OdpowiedzUsuń
  2. Zakochałem się... ten parterowy dom z trzema drzewami przed wejściem i piecem na zewnątrz... Cudo. Miód maliny.
    C-ó

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, niesamowite że JUŻ masz takie okazy w ogródku! U mnie jeszcze pokrywa śnieżna i mróz wciąż trzyma, ale marzę o takich kiełkujących cudach baaardzo:)
    Wyobrażam sobie jak bardzo wyjątkowo czułaś się gdy ktoś docenił Twój talent :) To są cudne chwile, a Twoje zdjęcia mają magiczny klimat, życzę Ci takich "uznań" więcej :)
    Pozdrowienia :)
    Aneta z JaAutentyczne

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje:) To piękne jak ktoś docenia naszą pracę, to daje porządnego kopa do działania. MS

    OdpowiedzUsuń

Drukuj