sobota, 11 lutego 2017

Akt pierwszy Bolońskiej Wyprawy


Podchodziłam do tego artykułu z każdej strony i choć głowa pękała od wrażeń, nie wiedziałam jak to wszystko opisać, jak na to wszystko znaleźć odpowiednie słowa… W końcu postanowiłam opowiedzieć o naszym bolońskim dniu w dwóch aktach, choć jak dobrnęłam do końca, pomyślałam, że jednak lepiej było podzielić tekst na trzy części. Na początek zapraszam Was do zwiedzenia miasta razem z nami, a potem do lokalnej kuchni, choć tak naprawdę, zwłaszcza w Bolonii jedno z drugim łączy się w spójną całość… 
Mam nadzieję, że ten artykuł przybliży Wam to niezwykłe miasto. Dla mnie wspomnienie tego dnia pozostanie w sercu na długo, a to przede wszystkim za sprawą naszej przewodniczki, a była nią Anna Maria z Palazzo Torriani… I choć dzień był zimny, to nas otulało niezwykłe ciepło i niespotykana gościnność.


Anna Maria przywitała nas z typową dla siebie serdecznością i na dobry początek dnia zaprosiła na śniadanie do rekomendowanego przez siebie baru. Doskonałe bułeczki i filiżanka cappuccino wprowadziły nas w jeszcze lepszy nastrój. 
Zwiedzanie zaczęłyśmy od spojrzenia na "małą Wenecję". Kanały w Bolonii służyły dawniej między innymi do transportu towarów. Wrażenie jest niezwykłe zwłaszcza kiedy podglądamy je przez małe okienko w murze.


Kolejny przystankiem była XII wieczna katedra San Pietro. Nie spodziewałam się, że Bolonia okaże się miastem kościołów. Jest ich tu wiele, a jeden piękniejszy od drugiego. Imponujące wnętrza, pełne przepychu, finezyjne, artystyczne, bogate w dzieła sztuki.


W Bolonii jest kilka rzeźbionych scen "opłakiwania" - tak zwane "compianti". Robią niesamowite wrażenie, zwłaszcza jedna, którą pokażę wam niżej. Ta natomiast znajduje się właśnie w katedrze San Pietro i tak jak pozostałe została wykonana z terakoty. Datowana jest na XVI wiek, a jej autorem jest Lombardi. 


 Od katedry przeszłyśmy na główny plac stolicy Emilii - Romanii - na Piazza Maggiore i słuchając Anny Marii powoli zaczęłam wpadać w panikę. Przez chwilę nawet zastanawiałam się czy poproszenie o zgodę na nagrywanie byłoby wielkim nietaktem. Jedna historia pociągała drugą, a ja starałam się nie stracić z tych opowieści żadnego szczegółu.


 Neptuna nie zobaczyłyśmy, bo cały niestety spowity był w rusztowaniach i siatkach zabezpieczających, ale za to weszłyśmy do biblioteki, sfotografowałam stare miary na murze i wszystkie zabytkowe palazzi zamykające plac. 


Na rogu budynku w głębi jest lampa w kształcie kiści. Zapala się za każdym razem kiedy w Bolonii przychodzi na świat dziecko. - Zapaliła się też kiedy urodziła się moja córka - wspominała Anna Maria.


Katedry bolońskiej pod wezwaniem San Petronio, który jest patronem miasta, nie sfotografowałam wewnątrz, ale wśród wszystkich kościołów, które zwiedziłyśmy ten był najskromniejszy, choć w dawnych czasach aspirował do największego kościoła świata. Rozbudowę jednak przerwano, co widać gołym okiem. Tak czy inaczej biorąc pod uwagę bazylikę Świętego Piotra w Rzymie San Petronio jest piątym co do wielkości kościołem Włoch, ale również największym gotyckim kościołem na świecie wybudowanym z cegły. 
I jeszcze dwie ciekawostki. Wewnątrz znajduje się najdłuższa na świecie meridiana, która wskazuje miesiąc i dzień. Natomiast po dwóch bokach świątyni rozlokowanych jest po jedenaście kaplic, z czego na największą uwagę zasługuje ta poświęcona rodzinie Bolognini. Zdobiona jest malowidłami Giovanniego da Modena, które to przedstawiają piekło i raj. Interesującym jest to, że jedną z postaci w piekle jest … Mahomet. To też jest przyczyną tego, że San Petronio znajduje się w grupie obiektów najbardziej narażonych na atak terrorystyczny.



Bardzo blisko katedry znajduje się "telefon bez kabla". To fenomen, który niezmiennie wszystkich fascynuje. Wystarczy stanąć w dwóch przeciwległych rogach, zwracając się do ceglanej ściany, by słyszeć się tak, jakbyśmy rozmawiali twarzą w twarz. 


Po wymianie słów przez telefon, przeszłyśmy pomarańczowo czerwonymi uliczkami w stronę następnego kościoła, w którym kryła się prawdziwa bolońska perła. To właśnie to miejsce wpisałabym na listę najpiękniejszych bolońskich obrazków. W kościele Santa Maria della Vita znajduje się najsłynniejsze i najbardziej sugestywne "compianto". "Opłakiwanie Chrystusa" stworzone przez słynnego rzeźbiarza Nicolo dell'Arca, który pochodził prawdopodobnie z Puglii, jednakże jego działalność związana była głównie z Bolonią. Wykonane z terakoty figury naturalnej wielkościsą pełne są emocji, zdają się być żywymi postaciami chwilę wcześniej przemienionymi w kamień... 


Z kościoła przeszłyśmy do znajdującego się obok oratorium, pełnego przepychu, misternej sztuki i niezwykłych kolorów. W centralnym miejscu znajdowało się jeszcze jedno "compianto". Tym razem opłakiwanie Maryi. 



Kolejnym miejscem, do którego zaprowadziła nas Anna Maria i które również wpisałabym na listę obowiązkową, było Archiginnasio. Znajdujące się obok katedry San Petronio budynki początkowo miały być częścią świątyni, ostatecznie jednak zostały przeznaczone dla uniwersytetu bolońskiego, który jest najstarszym uniwersytetem na świecie. Korytarze wewnątrz są przepięknie ozdobione. Herby z różnych stron świata wypełniają ściany i sufity. W budynku znajduje się niezwykła biblioteka i Teatro Anatomico, który był dawniej salą wydziału medycyny. Na stole ulokowanym w centrum przeprowadzano sekcje zwłok. 



Bolonia zachwycała nas na każdym kroku, nawet najmniejszy zaułek nasza przewodniczka okraszała pokaźną porcją historii, opowieściami i anegdotami. Przeszłyśmy obok słynnych wież i pod niezliczonymi portykami, z których Bolonia słynie, zaplątałyśmy się w małe uliczki, zastawione stolikami lokalnych trattorii i dotarłyśmy do najstarszych kamienic, które pamiętały dawne wieki. Stolica Emilii - Romanii może poszczycić się najstarszą miejską zabudową średniowieczną w tak doskonałym stanie. 


W południe Anna Maria postanowiła zadbać o nasze podniebienia, ale tak jak uprzedzałam na początku ten fragment bolońskiej wyprawy zostawię na jutro, mam wrażenie, że i tak już słowa za bardzo mi się rozciągnęły… 
Po kulinarnych doznaniach przeszłyśmy przez Piazza Santo Stefano, kościół jednak - który jest kolejną ważną świątynią Bolonii, zostawiłyśmy na następny raz, miałyśmy głowy przeładowane  niezapomnianymi wrażeniami.  


I jeszcze na koniec jeden ważny kościół Bolonii - San Domenico, który niestety zastałyśmy zamknięty. Wokół niego na placu znajdują się okazałe grobowce fundatorów bolońskiego uniwersytetu.


I na koniec jeszcze raz portyki, malowidła, zachwyty. Wystawy drogich sklepów i stara pijalnia czekolady. Uściski, podziękowania i wzruszenie… Co za niezwykły dzień! Grazie di cuore Anna Maria…

LAMENT, OPŁAKIWANIE to po włosku COMPIANTO (wym. kompianto)


11 komentarzy:

  1. Wow. Chyba nie doceniałem Bolonii. Tyle nisamowitości i jesze w taki sposób opowiedzianych. Naprawdę jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. W ubiegłym roku w maju zwiedzałam Włochy. Zachwyciło mnie te czerwone miasto - pełne półcieniu. Przepiękne zabudowania. Jednego co żałuję, że nie było czasu z wieży podziwiać panoramy tego miasta...

    OdpowiedzUsuń
  3. W ubiegłym roku w maju zwiedzałam Włochy. Zachwyciło mnie te czerwone miasto - pełne półcieniu. Przepiękne zabudowania. Jednego co żałuję, że nie było czasu z wieży podziwiać panoramy tego miasta...

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Kasiu , dziekuję ! Uczta dla duszy !
    marta

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach jak wspaniale oprowadzilas nas Kasiu po Bolonii. Chyba musimy znów się tam pojawić. Ania S.

    OdpowiedzUsuń
  6. super relacja, ale szkoda że Sante Stefano nie zobaczyliście, to jest dopiero niesamowite miejsce, nieco skryte, nieco niepozorne, ale kompleks, bodajże 5 kościołów, który przetrwał setki lat w prawie niezmienionej formie! Dla mnie najwspanialsze miejsce w Bolonii!

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialna architektura i przepiękne kolory. Od razu widać, że to miejsce ma niepowtarzalny klimat :) Wszystko wygląda naprawdę genialnie....:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bolonia - moje marzenie! Może uda mi się wybrać w tym roku, to zajrzę do Ciebie po podpowiedzi co zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bolonia na Twoich zdjęciach jest przepiękna, więc w rzeczywistości musi powalać na kolanach :)
    A te klapki z podeszwami w kwiatki... wow ;)

    Pozdrawiam
    http://olazplecakiem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. W Bolonii jeszcze nie byłam, ale przyznaję, że Twoje zdjęcia pokazują to miasto w bardzo zachęcający sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny spacer po Bolonii :-) Uwielbiam takie klimatyczne miasta!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj