czwartek, 12 stycznia 2017

Widok na Falteronę


Powoli, powoli wszystko wraca do starego, przedświątecznego rytmu, wpadam w coraz większy, jeszcze większy niż przedtem, wir zajęć i obowiązków. Znów kalendarz zaczyna pęcznieć, naszpikowany do granic możliwości przeróżnymi atrakcjami. Bywają też momenty, kiedy wpadam w panikę, czasem mam wrażenie, że za dużo wszystkiego, że pewne sprawy wymykają mi się spod kontroli…


Pod pretekstem zrobienia kilku zimowych zdjęć wychodzę z domu. Jedziemy na Tramazzo…
Ostatni raz byliśmy tu ponad rok temu, kiedy buki opadły z liści. Byłam zachwycona krótkim spacerem, nieznanymi ścieżkami i widokiem na masyw Falterony. Obiecałam sobie, że koniecznie musimy wrócić na dłuższą wyprawę, najlepiej zaraz, jutro, najdalej za tydzień… I jak często w takich wypadkach, zeszło nam się zdecydowanie dłużej...

 - Ale teraz wrócimy na pewno? Tamto miejsce, "coś tam diavolo" było blisko, a domyślam się, że widok stamtąd bajeczny. To Falterona prawda? 
- Tak, jest dosyć charakterystyczna.
- Już nauczyłam się rozpoznawać ją z daleka, tak jak i Lavane, ale wciąż jednak nie wiem, która to Sambuca... 


Między drzewami przemyka pomarańczowa kapota. Ostatnie dni polowania i zaraz sezon się skończy. Przy niektórych półkach skalnych wiszą sople, ale śniegu nie ma… Jedynie szczyty zobowiązane wysokością lekko przybielone. Odrobinę przyprószone siwizną, jak skronie nie bardzo już młodego człowieka...


Jeszcze kilka zdjęć i do domu… Na chwilę odrywam się od wszystkiego, oto właśnie moc gór… A potem w drodze powrotnej znów milknę, bo głowa zaczyna układać plan działania… Jeden obiad, drugi obiad, jeden ważny, drugi tak samo. Zdjęcia tu, a pewna wyprawa tam. A lekcje, a dom, a dzieci, a coś jeszcze było...

Monte Falterona

POBIELONE to po włosku IMBIANCATE (wym. imbiancate)

2 komentarze:

  1. uważajcie na tych myśliwych, nie zawsze potrafią odróżnić człowieka od dzika...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia zawsze są dobrym pretekstem do wyjścia z domu:)
    A zdjęcia piękne!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj