sobota, 7 stycznia 2017

Smak czereśni, poświąteczne refleksje i przypadkowa Befana.


- Wiesz mamusiu, że zimą to ja nie pamiętam i nie umiem sobie wyobrazić jak smakują letnie owoce.
- Ja też nie… I kiedy patrzę teraz na te góry, nie potrafię wyobrazić ich sobie w zieleni…
- To takie smutne nie pamiętać jak smakują czereśnie!!
- Teraz to już zleci. Napatrz się na świąteczne iluminacje, bo na rok je pożegnasz.
- Już na niecały rok.
- Masz rację, ale naciesz oczy. Jutro z samego rana eksmituję wszystko, co ze świętami związane.
- Ja już nie chcę śniegu. Już mi się odechciało.
- Ooo jaka zmiana. Ja śniegu nigdy nie chcę, nawet na obrazku. 
- Teraz to ja czekam na lato. W nosie mam sanki, chciałbym iść na basen!
- Ja najpierw poproszę o wiosnę! Piękną, pachnącą! 
- Patrzcie ile dnia przybyło!
- Całkowicie ciemno robi się dopiero o 17.30! Patrzyłam na zegarek! To już coś!


L'Epifania miała być leniwa, z długim spacerem w okolicach domu, ale potem jak to zwykle bywa poniosło nas ciut dalej. Pogoda była piękna, choć zimno dawało do wiwatu nie zważając zupełnie na zobowiązującą szerokość geograficzną. Tym razem cel wyprawy zaproponował Mario. Predappio - byliśmy tam tylko raz, chwilkę, przejazdem, dawno temu, więc chętnie na propozycję przystałam.


- Jak człowiek patrzy na świat przez szyby, to zdaje się, że na zewnątrz jest co najmniej 10 stopni. 
- Piękna złuda… Ile mamy na termometrze?
- Zero. 
- W każdym razie śniegu nie ma. Tylko tu i tam coś się bieli, ale to jeszcze poranna "brina", której słońce mackami nie sięgnęło. Lekko ośnieżone są szczyty tam daleko. To będzie już chyba aretino… 


W Predappio przywitało nas wielkie zamieszanie. Ludzi tłum, autokar manewrujący na głównej ulicy, panowie w przebraniach, zapełniająca się scena na placu itd … itp...
Nie można się było dziwić, w końcu dzień był świąteczny, a Epifania w Italii jest przecież szczególnie świętowana. Całkiem przypadkiem wdepnęliśmy w środek lokalnych tradycji i w ten sposób mogłam do woli cieszyć się folklorem Predappio. Bonus w podróży! 


 Nim jednak ruszyliśmy na plac, wsadziliśmy wcześniej nos do kościoła, bo jak głosił napis przed budynkiem, można tu było podziwiać szopkę artystyczną. Była to ostatnia w tym roku szopka jaką obejrzeliśmy. Rzeczywiście piękna, artystyczna w całości wykonana z dużych, drewnianych, rzeźbionych figur.


A potem ruszyliśmy w kierunku placu skąd dochodziły śmiechy i śpiewy. Było piekielnie zimno, ale i bardzo radośnie i swojsko. Coś zupełnie nieoczekiwanego. Sami popatrzcie :

BEFANA PREDAPPIO 2017

Kiedy już porządnie nacieszyliśmy oczy folklorem, nasyciliśmy uszy lokalnymi śpiewami, skierowaliśmy się w górę miasteczka. Kto wie z czego znane jest Predappio, ten na pewno domyśla się jaki był najważniejszy punkt naszej wyprawy, ale o tym opowiem Wam już jutro. 


 A teraz zmykam kontynuować rozpoczętą o świcie eksmisję świątecznych dekoracji. Choinkę rozebrałam w ekspresowym tempie czekając na poranną kawę. Do zobaczenia za rok haftowane woreczki, bałwanki i Mikołajki! Mam nadzieję, że choinka przetrwa kolejny rok nad rzeką.
Dobrej soboty!!

KONTYNUOWAĆ to znaczy CONTINUARE (wym. kontinuare)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj