czwartek, 5 stycznia 2017

Drobne radości w dni byle jakie


Środa była dniem bardzo byle jakim. Na szczęście na pogodę nie mogłam narzekać, bo zapowiadane zimno przeniosło się paradoksalnie na najcieplejsze południe Włoch oszczędzając tym samym Toskanię. Dlatego też postanowiłam zabrać dzieci do Marradi. Wszystko to pod pretekstem pomocy w przytarganiu zakupów, ale tak naprawdę potrzebowałam z nimi pospacerować, pobyć tylko z nimi, bliziutko, ramię w ramię. I to była najmilsza chwila tego środowego byle jakiego dnia…



- Wiesz, że Kubuś Puchatek istniał naprawdę? - zapytał Tomek.
- Naprawdę? To ciekawe … Co chcecie zjeść jutro na obiad?
- Mamo!!! Czy możemy porozmawiać o czymś fajnym?
- Jutro jestem zajęta, więc chciałam tylko ustalić menu, żeby już nie gonić drugi raz do sklepu. 
- Ale nie możemy ciągle rozmawiać o jedzeniu.
- No dobrze, to jak to było z tym Puchatkiem?
- Milne, ten który powieść napisał miał syna, który nazywał się Christopher Robin. Chłopiec miał pluszowego misia, którego bardzo lubił. Ojciec wymyślał więc Christopherowi historie z ukochanym misiem w roli głównej. Winnie natomiast to imię prawdziwego niedźwiadka, którego chłopiec poznał w jakimś parku czy zoo. Tak go polubił, że postanowił nazwać swojego pluszaka - Winnie the Pooh. A sam Christopher jest oczywiście książkowym Krzysiem.
- To naprawdę bardzo ciekawe. Co tam masz jeszcze?
- Wiesz, że Nowy Jork nazywał się kiedyś Nowy Amsterdam?
- Nie miałam pojęcia.



Od tego bajania chłopców humor mi się poprawił. Na zmianę przebijali się ciekawostkami. O tym, że Śnieżka wzorowana jest na prawdziwej historii, że ktoś taki jak Achab istniał naprawdę i że Piotruś Pan też nie wziął się znikąd … Nie wiem ile w tych historiach było prawdy, ale to akurat najmniej istotne w tym wszystkim. Najważniejsze jest to, że ich gawędzenie, opowiadanie podziałało na mnie jak terapia. Zrobiło się lżej i weselej.




A potem, po obiedzie zadzwonił telefon w sprawie biforkowej Befany… Chciałabym napisać więcej, ale jeszcze dziś nie mogę. W każdym razie po południu przed barem będzie się działo. Myślę, że tegoroczna Befana szczególnie przejdzie do historii… Kto może niech wpada do Biforco!!!

CHŁOPIEC to po włosku RAGAZZO (wym. ragacco)

1 komentarz:

Drukuj